Pomysł do napisania tej bajki zrodził się w sercu Doroty Grzesiak w pewnej rozmowie ze mną, gdzie użyłam zwrotu "morderca marzeń" w kontekście rzeczywistości duchowej, w której przeciwnik człowieka używając ludzi (często zazdrosnych i niedowartościowanych) próbuje doprowadzić do rezygnacji z marzeń. Dlatego trzeba być mądrym w dzieleniu się naszymi wizjami i marzeniami, które są cenne jak skarby i realizacja których mogłaby przyczynić się do zaistnienia prawdziwego dobra i piękna w świecie. 

Bajka ta ilustruje Słowo: "Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i niszczyć. Ja przyszedłem, aby owce miały życie i to życie w całej pełni." (Ew. Jana 10, 10)


Dzięcioł i Dziewczyna

[Dorota Grzesiak]



Słyszeliście o ogrodzie, w którym kwiaty pachną mocno-mocno, trawa jest jedwabistsza niż najmiększy arabski dywan, a barwy to koją, to sprawiają, że wszystko w środku człowieka skrzy się i perli?

To Ogród nad ogrodami. Płynie przez niego strumyk, którego śmiech miesza się ze śmiechem Dziewczyny.

Dawniej nie było Ogrodu.

Ale kiedy Dziewczyna była jeszcze Dziewczynką, często odwiedzała strumyk. Lubiła plaskać bosymi stópkami w płynącej wodzie. I śmiała się-śmiała, a potem często ze śmiechu zradzał się śpiew.

Ona rosła, rosły też jej włosy, aż sięgnęły jej pośladków i mogła się nimi okryć jak welonem. Śmiała się teraz mniej, za to częściej śpiewała. Nadal lubiła strumyk. Siadała na omszałym kamieniu, tuż nad samym brzegiem, a bose stopy zanurzała to w trawie, to w płynącej wodzie. Z jej ust snuła się melodia, po niebie sunęły obłoki. Strumyk szemrał.

Naraz w trawie przy swojej stopie dostrzegła przylaszczkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że kwiat rósł i rozwijał się w szybkim tempie.

Przerwała śpiew.

I przylaszczka przestała rosnąć.

Wtedy Dziewczyna się roześmiała.

Zaczęła nucić inną melodię i w jej rytmie kwiat rozwinął się w pełni. Od tamtej pory za każdym razem, kiedy przychodziła nad strumień, jej śpiew formował różnobarwne kielichy kwiatów, drzewa o lśniących liściach i słodkich owocach, pióropusze traw. Tak powstał Ogród, w którym chętnie osiedlały się zwierzęta – a zwłaszcza ptaki; niektóre miały bajecznie kolorowe upierzenie, inne pięknie śpiewały, ale Dziewczyna szczególnie polubiła pewnego dzięcioła, czarnego z czerwoną czapeczką. Zdawało jej się, że ptak rozumie ją bez słów, kiedy przekrzywiał łepek, zaglądając jej w oczy.

Pewnego razu Dziewczynę odwiedziła jej krewna. Była od niej nieco starsza; uchodziła już za dorosłą kobietę – upinała włosy, nosiła wykwitne stroje i malowała sobie twarz. Dziewczyna przygotowała jej spanie w pokoju gościnnym, a na kolację podała własnoręcznie upieczony chleb.

Tuż o świcie Dziewczyna wymknęła się z domu do swojego Ogrodu. Krewna spałaby do samego południa, ale obudziło ją stuknięcie drzwi. Wyjrzała przez okno i zobaczyła, że jej gospodyni idzie w pewnym kierunku. Zaciekawiona, pospieszyła za nią.

Biegła i biegła, aż zatrzymała się nad strumykiem. Nabrała wody w dłoń i napiła się, gdyż była zdyszana. Kiedy podniosła wzrok, jej oczom ukazał się najmilszy Ogród, jaki w życiu widziała. Kwiaty, ptaki, drzewa i motyle – wszystko skrzyło się w porannej rosie. Szła wzdłuż strumienia, aż usłyszała śpiew. Skryła się za grubym pniem drzewa i ostrożnie zza niego zerknęła. Ujrzała Dziewczynę, która śpiewem stwarzała nowe drzewo; na giętkich gałęziach wyrastały coraz to nowe liście i kwiaty, do których garnęły się motyle.

Niegodziwe serce krewnej zadrżało z zazdrości; rzuciła ostatnie złe spojrzenie i wróciła do gościnnego pokoju.

Po powrocie Dziewczyny udawała, że wcale z niego nie wychodziła. Gospodyni zajmowała się swoim gościem przez cały dzień. Nadeszła noc i położyły się do łóżek. Po pewnym czasie krewna wstała i zaczęła realizować swój niecny plan. Zeszła do kuchni i znalazła ostry nóż. Odcięła nim język śpiącej Dziewczynie. „Teraz nie będziesz już mogła śpiewać” – pomyślała i wymknęła się. Szła i szła, aż doszła do Najdalszego Lasu na Wschodzie. Tam zakopała język w ziemi i wróciła do swojego domu.

Nadszedł ranek. Dziewczyna otworzyła oczy i zlękła się, gdyż nie mogła wydobyć z siebie głosu. Nałożyła sukienkę i pobiegła do Ogrodu nad ogrodami. Odnalazła tam swojego dzięcioła, który kiwał smutno łebkiem. Wiedział o wszystkim: widział zazdrosne spojrzenia krewnej w Ogrodzie, pofrunął i obserwował zza okien wszystko, co zrobiła. Poleciał za nią także do Najdalszego Lasu na Wschodzie. Widział wszystko, co się stało.

Dziewczyna opadła na omszały głaz nad strumieniem. Zakryła twarz dłońmi i rozpłakała się cicho. Dzięcioł usiadł na jej ramieniu i pocierał dziobem o jej włosy.

***

A Ogród! Ogród! Nie był już taki, jak dawniej. Pozbawiony śpiewu, stopniowo umierał. Dziewczyna przychodziła co dzień, jak zawsze, i z rozpaczą patrzyła na rozpad tego, co było dawniej tak piękne.

Dzięcioł nie odstępował jej teraz na krok. Strzegł jej, jak matka strzeże pisklęcia. Widział, że nie może ona znaleźć sobie miejsca na tym świecie, kiedy została pozbawiona możliwości śpiewu.

Nastał kolejny dzień. Wschód słońca był piękny, ale Dziewczyna nie potrafiła już się cieszyć ani różowymi obłokami, ani motylami utkanymi ze światła. Siedziała na nadstrumycznym kamieniu i patrzyła na to, co pozostało z Ogrodu nad ogrodami. A dzięcioł patrzył na nią, tylko na nią. I czuł, że nie może już tak dłużej.

„Chodź ze mną” – powiedział. Jak to się stało, że zaczął mówić? Nie wiadomo; może to jego serce doszło już do pewnego kresu, a wtedy potrafią dziać się niezwykłe rzeczy.

Dziewczyna spojrzała na niego pustym wzrokiem, a ptak poderwał się i zaczął uderzać skrzydłami o jej ramię. Wówczas wstała.

I poszli razem, a raczej ona szła, zaś on leciał, wskazując jej drogę. Poprowadził ją do Najdalszego Lasu na Wschodzie. Zapadł już zmierzch. Po ciemku starał się odnaleźć drogę do miejsca, w którym zakopany został język Dziewczyny.

Naraz w ciemności dostrzegli silny blask. Pospieszyli i światło stało się wręcz oślepiające. Z zakopanego języka wyrosło drzewo – kora i liście lśniły srebrem, zaś jego owoce miały w sobie złoty blask.

Dziewczyna sięgnęła ręką ku gałęzi. Zerwała i zjadła owoc. W tym momencie odrósł jej język. Mogła mówić, jednak nie śpiewać. Rozczarowana, usiadła na trawie. Dzięcioł pokiwał łebkiem w czerwonej czapeczce. Zaczął skakać dookoła drzewa. Dziewczyna, zmęczona, zasnęła. Minęła noc.

„Myślę, że śpiew jest zaklęty w jego wnętrzu” – powiedział rankiem dzięcioł. – „Zobaczysz teraz, co zrobię!”

Wskoczył na drzewo i zaczął stukać dziobem w pień. Stukał i stukał, kora pryskała na wszystkie strony. W końcu rozłupał w pniu dziurę. Zeskoczył na ramię Dziewczyny, która stojąc, przypatrywała się temu, co robił.

Czekali przez chwilę w napięciu, ale nic się nie wydarzyło. Dziewczyna spojrzała na przyjaciela, a jej wzrok mówił: „Śpiew nie został uwolniony”.

Dzięcioł myślał intensywnie. Musi być jakiś sposób! Wzbił się w powietrze i zaczął latać dookoła pnia. Naraz ścisnęło mu się serce. Zrozumiał, że drzewo musiało odczuwać ból, kiedy wykuł w jego pniu ranę. Chcąc pomóc swojej przyjaciółce, nie pomyślał o tym.

Teraz spojrzał jej w oczy.

„Przyłóż usta do rany w korze i obejmij pień” – powiedział cicho. Dziewczyna skinęła głową. Podeszła i przylgnęła ustami do rany.

Wszystko wkoło ucichło, wszystko wokół zamarło.

Kiedy przytuliła drzewo, ono zniknęło, a śpiew wrócił do niej. Dzięcioł bił z całych sił skrzydłami powietrze z radości.

Wrócili nad strumień. Dziewczyna, jak zawsze, usiadła na tym samym omszałym kamieniu i zanurzyła stopy w wodzie. Dzięcioł przysiadł na jej nadgarstku i w napięciu czekał.

Zaczęła śpiewać, ale Ogród nie odrósł w jednej chwili. Najpierw musiał zostać oczyszczony. Jednak po kilku godzinach pojawiły się pierwsze, nieśmiałe, zielone kiełki.

Dziewczyna przychodziła co dzień i każdego dnia wzbogacała Ogród swoim śpiewem o jakiś nowy zakątek. A dzięcioł cieszył się jeszcze bardziej niż ona, patrząc na jej radość.

[8-10.09.2026]

Komentarze

Popularne posty