czwartek, 18 lutego 2021

CD. Nowe narodzenie.

Kto rodzi się raz umiera dwa razy, kto zaś rodzi się dwa razy umiera tylko raz.”


    Aby wyjaśnić kwestię nowych narodzin, tego czym one są w swej istocie i w jaki sposób stają się początkiem nowego sposobu życia człowieka, wyjdźmy od zacytowanego fragmentu rozmowy Nikodema z Jezusem, opisanego szczegółowo w 3 rozdziale Ewangelii wg św. Jana.1 Oto człowiek kompetentny w sprawach religii, pobożny Żyd, wyznawca judaizmu, należący do jego odłamu, a mianowicie faryzeizmu, przychodzi, pod osłoną nocy, by wypytać Go o ważne kwestie teologiczne. Jezus bez żadnych wstępów i zbędnych pytań zaczyna zadziwiający temat konieczności nowych narodzin jako warunku doświadczenia rzeczywistości duchowej, nadprzyrodzonej, w której rządzi Bóg. Mówi Nikodemowi zadziwiające słowa: „Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa Bożego”, a potem już w formie apodyktycznej: ”Musicie się na nowo narodzić.” Jednoznaczność i stanowczość owego nakazu Mistrza wyrażone w słowie „musicie” nie pozostawia żadnej przestrzeni na dowolność i ewentualne rozważanie kwestii nowych narodzin jako pewnej, niewiele znaczącej propozycji drogi duchowej. Po prostu bez nowych narodzin duchowych człowiek skończy życie śmiercią, bez żadnej szansy doświadczenie wiecznej rzeczywistości królestwa Bożego (tam, gdzie włada Bóg).

    Stwierdzenie o konieczności ponownych narodzin jest tak szokujące, że Nikodem zrazu myśli o fizycznych narodzinach uświadamiając sobie absurdalność takiego wydarzenia w stosunku do swojej osoby: „Jakże może się człowiek narodzić, będąc stary?”. Jezus tłumaczy mu, że chodzi tu o duchowy aspekt narodzin z Ducha Bożego zainicjowany przez Ducha Świętego, który ingeruje w życie człowieka tworzy coś całkiem nowego w jego wnętrzu, nowy rodzaj wyższego życia, a mianowicie powołując do istnienia ducha ludzkiego.

    Jest to proces tak niezwykły, a jednocześnie niedostrzegalny w pierwszym swoim stadium, że porównywalny do poczęcia dziecka, a potem już widzialnych jego narodzin. Zrodzenie ducha świadczy wszakże o jego braku, zaniku, albo jego nie istnienia, w wewnętrznej strukturze człowieka, przed zaistnieniem tego faktu, czego konsekwencją jest stan, iż fizycznie i na poziomie władz duszy żyjący człowiek, jest duchowo martwy. Jest rodzajem żywego zombie/ | [10].

    Następnie Jezus odpowiada na konkretnie zadane pytanie Nikodema: Jak że to się stać może?, tłumacząc szczegółowo „procedurę” owego nowego narodzenia. Procedura ta jest dziecinnie prosta i w tym sensie dostępna dla wszystkich ludzi, bez specjalnych kwalifikacji intelektualnych. Tak rzecz ujmuje Jezus, kiedy tłumaczy prawdę o nowym narodzeniu „uczonemu” w Pismach, wykształconemu teologicznie Nikodemowi.

    Najpierw więc zwraca się do jego znajomości Pisma powołując się na fakty opisane w czwartej księdze Mojżeszowej w dwudziestym pierwszym jej rozdziale, powszechnie znane każdemu ortodoksyjnemu Żydowi, a mianowicie na epizod z jadowitymi wężami na pustyni. Zdarzył się on w trakcie wędrówki narodu wybranego przez pustynię, w drodze do Kaananu. Przypomina Nikodemowi jak Bóg polecił swojemu słudze Mojżeszowi zrobienie miedzianego węża i wywyższenie go na drzewcu, by każdy ukąszony Izraelita mógł odzyskać życie przez proste posłuszeństwo nakazowi, Słowu Boga, które zostało przekazane wszystkim przez Mojżesza, aby spojrzeć na owego miedzianego węża. Każdy śmiertelnie zatruty Izraelita, który uwierzył słowu Mojżesza i przyjął je jako Słowo przekazane od Boga na powrót odzyskiwał życie i zdrowie. Natomiast ci, którzy odrzucili ten prosty sposób uratowania swojego życia, zakwestionowali nakaz Mojżesza, podeszli sceptycznie do usłyszanego Słowa, przepłacili to utratą życia.

    Poprzez tę historię Jezus czyni analogię do Bożej „koncepcji” zbawienia każdego zatrutego przez grzech człowieka. Mówi o swojej śmierci na krzyżu jako cenie, jaką trzeba zapłacić za grzech, aby uratować drogocenne życie człowieka. Dalej stara się uświadomić Nikodemowi motyw miłości Boga do człowieka, który nie pozostawił go w stanie dramatycznego „zatrucia” grzechem, doprowadzając ludzkość do „choroby na śmierć”, zarówno fizycznej jak i duchowej. Zesłanie na ziemię swojego Syna, stało się konieczne, by On w ludzkiej naturze mógł utożsamić się z grzechem i ponieść za niego karę zamiast człowieka. Uczynił to, czego człowiek nie był w stanie sam z siebie wygenerować i wypracować, a mianowicie zbawić się sam. Jezus, który komunikuje tę prawdę Nikodemowi, wyraźnie podkreślając zaistnienie faktu swojego „niechlubnego” wywyższenia, swojej śmierci krzyżowej, która nastąpi w najbliższej przyszłości. Zdaje się podkreślać, przez to zestawienie wydarzeń ze Starego Testamentu, dziwny, czy wręcz „głupi” sposób zbawienia człowieka.. Głupi, bo bazujący na „słabości” i uniżeniu się Boga-człowieka dla jego dobra. [11]

    Jezus uświadamia Nikodemowi, że Bóg w swojej niewiarygodnej miłości do stworzonego, ale i z własnej woli upadłego, zbuntowanego wobec Niego człowieka, podobnie jak w wypadku narzekających i niewdzięcznych Izraelitów na pustyni, składa najcenniejszy dar w postaci swego umiłowanego Syna, by raz na zawsze, w sposób doskonały załatwić problem jego grzechu. Czyni więc wszystko, co jest w Jego mocy. Teraz dalszą sprawę powierza już człowiekowi komunikując, że od tego momentu kwestia zbawienia zależy tylko od prostego aktu jego woli uwierzenia w ten fakt i spełnienia jednego koniecznego warunku, zaakceptowania przez wiarę serca Jezusa Chrystusa jako swojego osobistego Zbawiciela, żałując za swoje grzechy i zwracając się do Boga o ratunek całym sercem. Jak małe dziecko, które jest świadome swojej winy i prosi o jej darowanie.

    Sytuacja ludzka wobec prawdy o Bożym zbawieniu człowieka jest zatem, w swojej istocie, analogiczna do historii szemrzących Izraelitów na pustyni, którzy zajmując określone stanowisko wobec Słowa od Boga przekazanego nim przez Bożego sługę, sami niejako decydowali o swym losie-życiu bądź śmierci. Jezus wyraża tę prawdę bardzo dobitnie, bez żadnych udziwnień terminologicznych, czy symboliki wymagających wysiłku hermeneutycznego: Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.(Ew. Jana 3;16-17).

    W wypowiedzi tej Jezus podkreśla, że Bóg jest miłującą osobą, która dała dowód swej miłości posyłając na świat swojego Jego samego, Syna, a posłanie to było sensowne i kluczowe jak koło ratunkowe w stosunku do tonącego, jak wyciągnięta dłoń dla kogoś, kto spada w przepaść, itp. Opis miłującego Boga jako bezgranicznie kochającej osoby poprzedza logicznie wezwanie do zaufania jej, do przyjęcia oferty zbawienia poprzez osobistą akceptację Jezusa Chrystusa jako zapowiedzianego Zbawiciela. Biblijna koncepcja wcielenia się Boga w człowieka, w konkretnej osobie zdefiniowanej z imienia, umiejscowionej w konkretnym narodzie, rodzinie, a więc rzeczywistości historycznej, jest niekiedy prawdą tak trudną do przyjęcia, szczególnie dla mentalności greckiej, że z punktu widzenia rozumu staje się skandalem. Młody filozof francuski, Claude Tresmontant użył tego określenia „skandal” próbując dokonać swoistego porównania myśli hebrajskiej i greckiej, twierdząc, że metoda Wcielenia polega na sprawieniu, by w pojedynczym istniejącym bycie - „na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” - zamieszkała sama prawda, „wszystkie skarby mądrości i umiejętności”, tak że jednostka, czy konkretny istniejący naród, staje się „bramą”, przez którą przystępuje się do niewidzialnej prawdy i nikt jej nie osiąga nie przeszedłszy przez nią. Ta metoda, która sprawia, że w poznanie i zbawienie wkracza pośrednictwo konkretnie istniejącego, dotykalnego bytu, zderza się z głębokim dualizmem myśli greckiej.”[11a]

    Kiedy studiowałam filozofie człowieka zawarte w systemach wielkich filozofów doszłam do refleksji o nie reformowalności natury człowieka oraz utopijności projektów, które miały poprawić ją od zewnątrz, za pomocą różnego typu zabiegów socjo - biologicznych. Rozważania postmodernistów ujawniają drastycznie zagubienie człowieka w świecie aksjologicznej pustki, która stała się konsekwencją wyzwalania człowieka spod wszelkiej proweniencji autorytetów, także moralnych, oraz próby budowania świata w oparciu o wolność jednostkową, subiektywną. Człowiek „odczarowany”, wyzwolony, zamknięty w swej prywatności i w wartościach subiektywnie kreowanych, bardzo egocentrycznych w istocie, okazuje się, jak określają to niektórzy badacze kultury ponowoczesnej, popadać w nowy rodzaj nihilizmu utraty wiary i sensu aksjologicznego, zubożony jako podmiot i dramatycznie usiłujący „wytrwać w swoim niebycie”[12], a raczej z niego uciec, gdyż jest w nim wysoce nieszczęśliwy. Problem polega na tym, że nie ma gdzie uciec, skoro dawne bezpieczne systemy odniesienia zostały zakwestionowane, wyszydzone i obalone. Człowiek współczesny szuka więc wyzwolenia w świecie zewnętrznym, ( np. w sferze konsumpcji, samorealizacji, budowania finansowego bezpieczeństwa, itp.), albo wewnętrznej, szukając dróg duchowych, które przyniosłyby mu jakiś rodzaj wolności „od siebie”. Absurdalnie jednak popada w nowe typy zniewoleń, uzależnień.

    Jeden ze współczesnych znawców Słowa Bożego na poziomie objawionym porównał tę tendencję „usuwania dawnych granic” do porzucenia torów przez pociąg. „Podobnie człowiek nie jest wolny w tym świecie bez ograniczeń, które Bóg na niego nałożył; więzów, które ograniczają człowieka, uwalniając go do tego, by był takim jakim go Bóg stworzył. Gdyby pociąg próbował opuścić swój tor i ruszyć na przełaj przez kraj szybko ugrzązłby i nie byłby zdolny do dalszej drogi. Ci, którzy wybierają swój własny kurs do „wolności” coraz bardziej popadają w niewolę.” [13]

    Zanegowanie biblijnej prawdy o grzechu i upadłej naturze człowieka powoduje, że człowiek zagubiony po omacku i „podświadomie” podejmuje nieustanne próby zmiany siebie i poprawienia swego położenia, już tym samym zdradzając pewien dyskomfort wewnętrzny, stan swej duszy, która nie może znaleźć zaspokojenia i wewnętrznego pokoju. Jak dotąd wszystkie znane systemy filozoficzno-etyczne zorientowane humanistycznie, tj. postulujące zmianę człowieka w oparciu o niego samego (o jego rozum, racjonalność, zdrowy rozsądek, zmiany genetyczne, ingerencje chemiczne w organizm, wpływ na podświadomość, psycho-manipulacje i eksperymenty z duszą człowieka), a z drugiej strony dotychczasowe ideologie i programy socjalne usiłujące naprawiać całe społeczeństwa zakończyły się generalnym fiaskiem. Dowodzą one, że upadłej natury nie można zmienić bazując na niej samej. "Czy idea samozbawienia nie jest w gruncie rzeczy sztuczką Munchausena, który sam siebie wyciaga za włosy z bagna"?(Arno Anzenbacher)

Potrzebny jest wyższy, transcendentny poziom odniesienia,który F. Schaeffer określa piętrem górnym, poziomem łaski, na którym sytuuje Boga-Stwórcę, niebo i rzeczy niebiańskie – to, co niewidzialne i jego wpływ na ziemię. [14]

W jaki sposób człowiek upadły może zatem zmienić praktycznie swoją nieciekawą, wręcz dramatyczną sytuację? To pytanie ma jedną prostą odpowiedź: tylko przez zaufanie (wiarę w sercu) Jezusowi Chrystusowi; Jeśli ustami wyznasz Pana Jezusa i uwierzysz w swoim sercu, że Bóg wskrzesił Go z martwych będziesz zbawiony. Sercem powiem wierzy się ku sprawiedliwości, a ustami wyznaje się ku zbawieniu(Rzym.10, 9-10).

CDN.

1 Ew. św. Jana 3, 1-20.

[10] Por. Biblijna prawda o upadku ukazuje nam jego rozległe konsekwencje. W sferze immanentnej fundamentalną i pierwotną zmianą jest śmierć duchowa oznaczająca zanik ducha ludzkiego po „rozłączeniu” go od Boga, od komunikacji i jedności z Nim, jaka była udziałem człowieka na początku, w raju, w stanie przed upadkiem. Piszę o tym obszerniej w artykule: Kondycja człowieka upadłego a problem zaburzonego dialogu, [w:] Poznańskie studia teologiczne, Poznań 2005, t. 18, s. 237-247 oraz w książce pt. Człowiek: Stworzenie. Upadek. Zbawienie, Zielona Góra 1997.

Twój duch został całkowicie przemieniony w akcie zbawienia. Kiedy uczyniłeś Jezusa Chrystusa swoim Panem, twój duch przeszedł natychmiastową i zupełną transformację. Zazwyczaj twoje ciało i dusza są również dotknięte przez to, co się wydarzyło, ale nie jest to dzieło zupełne i kompletne”. Andrew Wommack, Duch, dusza i ciało, Wyd. Arka, Cieszyn 2006, s. 17.

[11] Por. I List św. Pawła do Koryntian 1;23-29. W tym fragmencie św. Paweł z grubsza wyjaśnia powód dlaczego Bóg wybrał „głupie” zwiastowanie Ewangelii jako sposób zbawienia człowieka. Chodzi tu o skonfrontowanie pychy ludzkiej, intelektualnej mądrości, która niczego poza sobą samą nie widzi, podważa Boga i kwalifikuje jego drogi jako głupie. „Nowe narodzenie nie polega na intelektualnym przyjęciu chrześcijaństwa, spełnianiu obowiązków religijnych, odmawianiu modlitw, czytaniu Biblii, nie jest też zachowaniem zasad moralnych czy spełnianiem dobrych uczynków, ani żadną inną z tych rzeczy, w które niektórzy wierzą, że ich zbawią. ”Kenneth E.Hagin, Nowe narodzenie,(wyd. Broszurowe), s.1.

[11a] Claude Tresmontant, Esej o myśli hebrajskiej, tł. Maria Tarnowska, wstęp Adam Żak, Kraków 1996

[12] Chantal Delsol, Esej o człowieku późnej nowoczesności, Wyd. Znak, Kraków 2003, s. 169.

[13] Por. Rick Joyner; Były dwa drzewa w ogrodzie, Instytut Wyd. Rhema, Kielce 1998, s. 39.

[14] F. Schaeffer; Dokąd, wyd. cyt. s.15-16. Schaeffer stojąc na stanowisku totalnej akceptacji systemu biblijnego i chrześcijaństwa biblijnego przyjmuje w swoich rozważaniach założenie o odstępstwie nowożytnej kultury od paradygmatu wiary chrześcijan opierających swą wiarę o zaufanie Słowu Boga objawionemu przez logos zapisany w Biblii. Wiara, według definicji św. Pawła w Liście do Hebrajczyków, „jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy.(...). Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk.”Należałoby zgodzić się z F. Schaefferem, że filozofia nowożytna poważnie zakwestionowała i podważyła tę wiarę. Sukcesywnie sfera łaski „pożerana” była przez sferę przyrody z jej naturalistycznym paradygmatem, co potężnie odcisnęło swoje piętno na kulturze europejskiej, która uległa autonomizacji od sfery sacrum do granic szaleństwa, tak że trudno mówić o niej jako chrześcijańskiej. Pozostały po niej tylko terminy i puste rytuały. Człowiek współczesny stracił tę fundamentalną wiarę z definicji św. Pawła.