czwartek, 29 stycznia 2015

O duchowym podłożu hipochondrii i innych chorób duszy ludzkiej. Bajka o garbatym. Publikuję rozdział mojej powstającej książki Zabunkrowani.


Garou - jako Quasimodo "Dzwonnik z Notre Dame"
Najczęściej osądzamy rzeczy po ich wyglądzie. Nie staramy się dociec do samych korzeni danego, widzialnego stanu rzeczy. Po prostu orzekamy, że coś postrzegamy jako fakt i na tym poprzestajemy, często oceniając coś jednoznacznie.

Nie zrozumiemy w pełni hipochondrii i ludzi ulegającym tej chorobie jeśli nie dotrzemy do ukrytego, niewidzialnego jej podłoża, jakim jest lęk. Zgadzając się z faktem życia w świecie duchowym (jak pisałam o tym powyżej) – trzeba nam konsekwentnie pójść dalej – i stwierdzić, że człowiek musi przynależeć do jakiegoś kogoś jako byt zależny – albo należy do Boga, albo do diabła. Lęk jest jak otwarte drzwi do domu ludzkiego wnętrza zapraszającym demony, które ochotnie tam wchodzą i zaczynają się panoszyć. Istotą tych istot jest ostatecznie wywieranie presji, a w końcu zniewolenie, by zmuszać osobę pochwyconą w swoje posiadanie do ulegania jej, a w końcu do pełnienia swej woli.

W takim kontekście łatwiej nam pojąć pewne irracjonalne zachowania, skądinąd spokojnych i miłych niegdyś ludzi, którzy „potwornieją”- zaczynają tyranizować innych wokół, stają się obsesyjnie nieznośni i nie do poznania. Przestają być sobą. Coś dziwnego się z nimi dzieje.