czwartek, 26 listopada 2020

 

Elżbieta Stawnicka


Refleksje listopadowe



        Listopad od pierwszego dnia swego zaczęcia skierowuje nas na cmentarze. Idziemy odwiedzić groby naszych bliskich, którzy odeszli już do wieczności, są po drugiej stronie. A do tego, w tym roku 2020, spadła na ludzi groźba śmierci z powodu wirusa (Covid 19), która jakkolwiek – prawdziwa czy mocno wyolbrzymiona – ujawniła i skonfrontowała wielu ludzi z lękiem przed śmiercią, przed jej realnością.

        Wielu ludzi unika pytań w związku ze śmiercią. Czy się boją tykać tematu, odsuwając od siebie świadomość swojej własnej śmierci, która kiedyś nadejdzie? Jest to bowiem fakt nieunikniony. Spychamy go głęboko do podświadomości, próbujemy ominąć, czy w jakiś inny sposób okiełznać owe „przeklęte pytanie” ( F. Dostojewski ), gdyż myśl o śmierci własnej napawa nas lękiem czy wręcz przerażeniem. Żyjemy tak jakbyśmy mieli żyć wiecznie na tej ziemi. Ale koniec kiedyś nadejdzie – czy myślimy o tym, czy uciekamy od myślenia – kiedyś przyjdzie ta chwila.

        Kiedy więc patrzę na groby, czytając na nich datę narodzin i śmierci zastanawiam się – ilu z tych ludzi odeszło do Życia i cieszy się niebem i miłością Tego, który powiedział, że jest zmartwychwstaniem i Życiem, a ilu poszło w ciemność i w wieczną śmierć, w bezpowrotną drogę zatracenia? Patrząc zatem na groby dochodzi do mnie bolesna refleksja o tym ilu ludzi, których szczątki spoczywają pod ziemią, trafiło do nieba, a ile poszło do piekła?1 Bo trzeciego miejsca nie ma. 2Z innej strony rzecz ujmując – ilu ludzi umarło w Chrystusie, jako osoby świadomie odpowiadające wiarą w sercu na osobę Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela, który może człowieka uratować od śmierci duchowej/wiecznej i dać mu życie wieczne/nieśmiertelność? A ilu pomarło w grzechach, jako buntownicy, którzy nigdy nie poddali się miłości Prawdy? Nie poddali się Jezusowi Chrystusowi jako Źródłu życia i sprawcy zbawienia (uratowania). Dlatego o wiarę w osobę Jezusa Chrystusa toczy się taka batalia w sercach i umysłach ludzi. Nie o Boga! Bo w Boga pojmowanego na różne sposoby (ze względu na religie) nie przysparza duchowego konfliktu. Tylko osoba Jezusa Chrystusa staje się przysłowiowym i dosłownym kamieniem potknięcia się wielu.

Czy uratuje duszę ludzka chodzenie do kościoła i przestrzeganie zasad religijnych (przykazań Bożych i kościelnych), czy wykonywanie dobrych uczynków?

        Jezus z Nazaretu chodząc po ziemi przemawiał z wielką pasją do ludzi religijnych, którzy chodzili do kościoła/synagogi/świątyni, przybierając świętoszkowate pozy, i będąc skrupulantami w przestrzeganiu obrządków, a nie rozpoznali w Nim oczekiwanego Mesjasza. Demaskował religię jako formę bez życia duchowego. Mówił do religijnych ludzi wprost, konfrontując ich z samooszukiwaniem się i iluzją, w jakiej pokładali nadzieję: „Zagłębiacie się w Pisma, gdyż wam się zdaje, że macie w nich żywot wieczny; a tymczasem one składają wyraźnie świadectwo o Mnie; ale mimo to do mnie przyjść nie chcecie, aby mieć życie.”(Ew. Jana 5, 39-40). Większość religii próbuje się przybliżyć do Boga, ale na ludzkich zasadach. Odrzucają jednak jedyną drogę pojednania się z Bogiem, Stwórcą człowieka, przez Jego Syna Jezusa Chrystusa, który wyraźnie określił siebie jako DROGĘ do Boga-Ojca w niebie. Smutne jest zatem, że wielu religijnych ludzi, którzy pominęli Jezusa Chrystusa i nie uwierzyli w Niego może się tragicznie zdziwić po drugiej stronie. W takiej sytuacji powszechne wierzenie, że wiele dróg prowadzi do Boga (i do nieba) rozmija się z prawdą Słowa zapisanego w Biblii.

        Pierwotnym zamysłem Boga w stosunku rodzaju ludzkiego była nieśmiertelność, życie w życiodajnej relacji z Nim jako Dawcą życia i prawdziwego szczęścia. Przez wybór samego siebie i samowolnego życia bez Boga (drzewo poznania zamiast drzewa życia, którym jest Chrystus), człowiek umarł duchowo (fizycznie żył i miał rozum) i dramatycznie stracił życie wieczne. Po upadku stał się on innym stworzeniem, bez ducha, bez Boga, skłonnym do buntu i zła, schodzącym w dół, bez odniesień odgórnych (utraconej relacji z Bogiem miłości). Bóg nie chciał pozostawić ludzi w takim beznadziejnych stanie grzeszności i śmierci ducha (śmierci za życia mimo życia biologicznego), równoznacznego z oddzieleniem od Niego - jako prawdziwym Źródłem życia. Wiele razy to oznajmiał: "Śmierć bezbożnego człowieka nie sprawia mi przyjemności. Zależy mi raczej na tym, by bezbożny odwrócił się od swego postępowania - i żył!" (Ks. Ezechiela 33, 11).

Dlatego przygotował koło ratunkowe w postaci swojego Syna, którego posłał na świat...dla zbawienia ludzi na świecie. Życie wieczne pozostało więc tylko w Synu.  I tylko Syn może je przekazać temu, kto się uniży, uzna swój nędzny stan (bycia grzesznikiem) i zwróci się do Niego o ratunek i przyjmie wiarą serca Jego jako swego Zbawiciela oraz życie wieczne, jakie w Nim jest. Bóg mówi o tym w swym Słowie JEDNOZNACZNIE „Kto ma Syna, ma żywot, kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota.”(I List Jana 5, 12).

        Większość ludzi nie postawi takiej alternatywy. Ale jeśli to jest prawda? Jeśli tylko Jezus Chrystus i wiara w Niego jest jedyną drogą do Ojca, który jest w niebie?3 Kto więc szuka innych dróg uratowania siebie, życia po śmierci to może się tragicznie rozczarować po drugiej stronie. Król Salomon w swoich Przypowieściach wyraził to bardzo dobitnie: Niejedna droga wydaje się człowiekowi prosta, w końcu jednak pokazuje się drogą do zguby.”(Przypowieści Salomona 14,12).

        Ludzie bazujący na swoim własnym, samowolnym rozumie wolą wierzyć, że po śmierci będzie co najwyżej nicość,( nic ), że ich ciała rozłożą się...i koniec. Tak wierzą materialiści sprowadzając koniec do śmierci serca i mózgu, odrzucając myśli o tym, że człowiek jest de facto duchem, który mieszka w ciele. Inni wierzą w reinkarnację - wędrówkę dusz po licznych wcieleniach i kolejne szanse na poprawę siebie. A jeśli jest dane nam tylko to jedno życie na tej ziemi? Biblia jako Słowo Boga skierowane do człowieka mówi o tym konkretnie i jednoznacznie: "I jak postanowiono, że człowiek raz umiera, a potem czeka go sąd." (Hebrajczyków, 9,27). 

        Piszę ten tekst jako osoba, która sama przeszłam tę drogę – od dziecięcej religijności, w której byłam wychowana, po bunt i kontestację religii i Boga (agnostycyzm) po nawrócenie się i osobistą wiarę w Jezusa Chrystusa.4 Jestem pewna, że na tej drodze nie zbłądzę, bo po wielu poszukiwaniach w życiu w końcu mam pewność i pokój, że znalazłam i zostałam odnaleziona przez Tego, który umarł za mnie...i za Ciebie (kimkolwiek jesteś czytający ten tekst), bo On jest prawdziwą miłością. |”Bóg bowiem tak ukochał świat (Ciebie), że Syna swego DAŁ, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne.”(Ew. Jana 3,16). Miłość jest tu kluczowa. Bóg bowiem stworzył nas jako koronę stworzenia z miłości i przeznaczył do miłości. Grzech5 jest dramatycznym rozminięciem się z miłością i Boga i bliźniego i samego siebie.

        C. S. Lewis w książce pt. „Problem cierpienia” opisuje swoje doświadczenie jako człowieka, który już jako prawdziwie nawrócony chrześcijanin patrzy na swoje zmagania sprzed nawrócenia, a i także po, gdy jeszcze stara, zbuntowana natura walczy w nim z tym, co już w nim nowe czyli Chrystusem w nim mieszkającym:

(…) posuwam się po ścieżce życia zadowolony z siebie, w moim zwykłym , upadłym, bezbożnym stanie, pochłonięty wesołymi spotkaniami z przyjaciółmi, które czekają mnie jutro, czy odrobiną pracy, która łechce mą próżność dziś, wakacjami czy też nową książką, gdy nagły przeszywający ból brzucha, (…) lub tytuł w gazecie grożący nam wszystkim zniszczeniem, nagle rozwala cały domek z kart. (…) Przypominam sobie, że wszystkie te zabawki nigdy nie miały zawładnąć mym sercem, że moje prawdziwe dobro jest w innym świecie, a moim jedynym prawdziwym skarbem jest Chrystus.”6

        Dlatego nie mogę milczeć wobec tematu tak życiowo doniosłego, a mianowicie. śmierci i co dalej? To według mnie pytanie fundamentalne, wobec którego nie milczeli filozofowie, ludzie myślący i każdy, kto postawił sobie to pytanie, nie chcąc być ignorantem w sprawie najwyższej rangi – naszego losu po wędrówce ziemskiej.7 To pytanie i odpowiedź nań, a za nią idące decyzje człowieka – jego świadomy wybór – zdecydują ostatecznie o losie człowieka w wieczności. O jego wygranej lub totalnie przegranej szansie. Czy nie jest sprawą najwyższego rozsądku rozstrzygnąć tę kwestię swojej przyszłości po życiu już teraz, na ziemi za czasu swojego żywota, kiedy możemy myśleć, decydować i szukać prawdy? Czy nie jest głupotą podejście, które sprawy życia i śmierci pozostawia ślepemu losowi, czy wręcz sobie je całkowicie lekceważy?

        Myślę o wielu ludziach, którzy nie pytając, uciekając od rozmów w temacie śmierci, w taki oto sposób oddają walkowerem swoje wieczne przeznaczenie. Proszę Was serdecznie, żebyście przystanęli na moment w zabieganiu i swoim zakrzątaniu i pomyśleli o swojej wiecznej przyszłości.

        Życzę każdemu, kto czyta ten tekst, aby mógł już teraz podjąć zbawienną decyzję wiary powierzając swoje życie Jezusowi Chrystusowi. Aby mógł powiedzieć tak jak Diego Fabbri, autor sztuki pt. Nieznanemu Bogu: ”Bez Ciebie Panie Jezu Chryste, życie jest tylko głupim żartem, a tylko z Tobą, Autorem, Aktorem i Widzem, wszystko nabiera sensu i światła. Nawet kurtyna, dzięki Tobie nigdy nie zapadnie, zaś koniec ostatniego aktu zamknie się nieskończoną radością.”, Mogę się pod tym podpisać całym sercem. A Ty, drogi czytelniku?


1Według C. S. Lewisa, Problem cierpienia, Kraków 2010, s.154-155.”Wstąpienie do nieba oznacza stanie się bardziej człowiekiem niż kiedykolwiek udało się nam być na ziemi; wejść do piekła, to zostać wygnanym ze stanu człowieczeństwa. Co jest strącone (czy też samo się strąca) do piekła, nie jest człowiekiem: to „szczątki”. Bycie pełnym człowiekiem oznacza posiadanie namiętności posłusznych woli oraz ofiarowanej Bogu; to, że było się niegdyś człowiekiem, bycie byłym człowiekiem czy też „potępionym duchem”, znaczyłoby przypuszczalnie składanie się z woli całkowicie ześrodkowanej na sobie samym i namiętności, pozostających całkowicie poza kontrolą woli.(…) Wiemy znacznie więcej o niebie niż o piekle, ponieważ niebo jest domem ludzkości, a zatem zawiera w sobie wszystko, co oznacza godne ludzkie życie; lecz piekło nie zostało stworzone dla ludzi.(…) Duchy potępione cieszą się ową okropną wolnością, której żądały i same się poprzez nią zniewalają, podobnie jak błogosławieni, którzy wiecznie poddają się posłuszeństwu i przez całą wieczność cieszą się coraz to większą wolnością.”(s.157).

2Doktryna o czyśćcu jako miejscu „przechowalni” i oczyszczenia dla dusz jest doktryną Kościoła katolickiego wynalezioną dopiero w 1438 r. na soborze we Florencji. Doktryna ta utrzymuje ludzi w przekonaniu, że po śmierci jest jeszcze szansa oczyszczenia grzesznej duszy. Jest to o tyle zgubna teoria, że daje ludziom fałszywą nadzieje, że po śmierci da się jeszcze coś zrobić. Biblia jednak odziera ludzi z tej iluzji kiedy jednoznacznie stwierdza: "I jak postanowiono, że człowiek raz umiera, a potem czeka go sąd." (Hebrajczyków, 9,27).

3Ew. Jana rozdz.14, 6-7. „ Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.”

4Swoje świadectwo pt. Odejście od drzewa poznania ku drzewu życia można znaleźć w książce Józefa Stępnia, Szczęściarze. Historie prawdziwe, t. 2, Compassion 2020, s. 395-409, albo na moim blogu Zabunkrowani. Pomoc duchowa.

5Grzech (z greki ) oznacza dosłownie chybienie celu, błądzenie, zaniedbanie czegoś, wina tragiczna, która wynika z fałszywej oceny własnej sytuacji.

6C. S. Lewisa, Problem cierpienia, wyd. cyt., s. 131.

7Polecam video Johna Osteena – Śmierć i co dalej? bing.com/videos. Platon przykładowo twierdzi, że mądre życie to „praktyka śmierci”. Platon, Fedon.