poniedziałek, 12 listopada 2018

Jezus zaniedbany



Był środek tygodnia. Piękny jesienny dzień ociekający złotem listowia, które zaścielało drogę jak dywan rzucony przypadkiem. Wyszłam na spacer i zakupy. Byłam pogrążona w myślach, w których planowałam kolejny tydzień, wyjazd do stolicy, dobierałam strój odpowiedni do sytuacji, w jakiej miałam się znaleźć. Nagle usłyszałam w głębi siebie głos: Zachwyć się Mną!

Aż przystanęłam. Wiedziałam kto do mnie zagadnął. Znam dobrze ten cichy głos Ducha Świętego w sobie. Nieraz tak cichy i łagodny, albo w postaci myśli, która nawiedza nasz umysł, ot tak zwyczajnie, bez żadnych fajerwerków, że łatwo ją przeoczyć, zlekceważyć, przeoczyć, potraktować jak myśli nasze. Pomyślałam sobie: To Ty, Panie potrzebujesz naszego zachwytu? Jak mogę się Tobą zachwycić w tym momencie, w tym dniu?

I już sobie odpowiadałam, gdy pomyślałam sobie, ze ja także potrzebuję czyjejś uwagi, afirmacji, zachwytu, choć najczęściej nie przyznaję się do tego. Udaję, że daję sobie radę bez tych uczuć. Lekceważę te potrzeby, albo uciekam w fałszywą pokorę odwracając uwagę od siebie i od tego, czego pragnie moja dusza (choć już coraz rzadziej, dziękując za dobre słowa w moim kierunku i dedykując je Jemu).