poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Piękna i bestia czyli rzecz o współuzależnieniu

     „Uświęcona rezygnacja zdobyła sobie trwałe miejsce wśród współczesnych wyznawców Chrystusa.(...)
           
Uzależnienia są naszymi najgorszymi wrogami. Zniewalają nas pętami, które sami sobie stworzyliśmy, a mimo to paradoksalnie pozostają poza naszą kontrolą. Uzależnienie czyni z nas wszystkich bałwochwalców, gdyż zmusza do oddawania czci obiektom przywiązania nie pozwalając przez to prawdziwie i swobodnie miłować Boga i siebie nawzajem.[1]
          
            Historia o pięknej pannie  - o równie pięknym sercu, co powierzchowności, która poślubiła uwięzionego w ciele potwora mężczyznę o szlachetnym wnętrzu mówi o potędze miłości. O jej mocy odczarowywania uwięzionych książąt i księżniczek. Kiedy przechodzimy do realnego życia scenariusze owej historii o pięknej i bestii spełniają się w zgoła inny, dramatyczny sposób. Po czarze uwodzenia i poślubienia następuje brutalne „odczarowanie”, które odwrotnie niż w znanej nam opowieści Amy Steedman, ujawnia potwora uwięzionego w ciele zwykłego przystojnego niekiedy mężczyzny. I kiedy w baśniowej historii miłość prostej dziewczyny przynosi cudowne rezultaty, w życiu wielu kobiet miłość w stosunku do ich mężów nic nie zmienia, gdyż ich związane złem uzależnienia serca  nie tak łatwo jest wyrwać z koszmaru czaru złego, a piękne stają się ich współwięźniarkami skrępowane już nie więzami prawdziwej miłości, lecz niewidzialnymi sznurami toksycznej zależności.