Kolejna bajka Doroty Grzesiak ze szczególną dedykacją dla ludzi, którym się wydaje, że ich serca są zbyt mroczne.

                                    Złoty motyl



        Czy widziałeś motyle ze złotego światła, które przemieszczają się po chmurach za sprawą zachodzącego albo wschodzącego słońca?

Niektórzy ludzie mają w sercu złotego motyla, który lśni i trzepocze się, bo jest żywy i jest samym życiem; jego błyski można czasem ujrzeć w ich twarzach, szczególnie w oczach.

       Motyl jest dla tych, którzy go pragną. Nie można kupić go za złoto czy drogie kamienie, ale każdemu, kto zapragnie mieć tego motyla w sobie, stanie się zgodnie z jego pragnieniem – gdyż złoty motyl może narodzić się w każdym sercu.

*

      Praczka stała w rzece po kolana. Spódnicę miała podkasaną. Niebo było ciemnawe. Gdzieś w oddali kukała kukułka. Jej mama – kiedyś, w zamierzchłych dniach, które były pełne słońca – mówiła na kukułkę „zazula”.

     Mama umarła pierwsza. Potem ojciec rozpił się i też wkrótce zmarł, więc dziewczyna musiała ruszyć na tułaczkę do obcego miasta.

Teraz pierze obcym ludziom ubrania w rzece; robi to uważnie, tak aby odzież na pewno była czysta; czy mróz, czy upał, ona stoi tam w płynącej wodzie, bo zależy jej, żeby ubrania innych były czyste.

Miała kiedyś marzenia: z odmętów mroku w jej duszy wyłaniają się czasem strzępki czegoś świetlistego, fragmenty wspomnień albo snów: rozświetlona łąka, tęskny dźwięk fujarki. Czyjś serdeczny uścisk. Czyjś śmiech.

    Pierze kolejną koszulę. Ręce jej zgrabiały. Naraz podnosi wzrok i właśnie wtedy przez gęste, ciężkie, ciemne chmury przebija się promień słońca. Tańczy na powierzchni płynącej wody i na ten widok Praczce stają w oczach łzy. Widziała ona taki blask w czyichś oczach, dawno-dawno, i pragnęła tego blasku. Teraz jednak nie dowierzała, że złoty motyl mógłby narodzić się także w jej sercu – które wydaje jej się czarne, pełne zawiści i gniewu. Czy było takie wistocie? Może powiedziałyby o tym wróble, przylatujące na parapet okienny poddasza, z którymi dzieliła się okruchami chleba, albo bezpańskie koty, znękane i obrzucane kamieniami, do których ona podchodziła na ulicy i głaskała je, dla każdego z nich miała też słowa łagodne jak płatek maku.

    Minęły lata, minęły dekady. W prostej trumnie grzebano ciało Praczki. A z jej piersi złoty motyl uniósł się w górę – ponad gwiazdy.








Komentarze

Popularne posty