Publikuję bajkę Doroty Grzesiak, której przesłanie nasuwa skojarzenia z 8. wersetem 5. rozdziału biblijnej Księgi Objawienia:
"(...) [w Niebie znajdują się] złote czasze pełne wonności, którymi są modlitwy świętych."
Piosenki nie umierają
Mila gładziła delikatnie palcem rude futerko. Po jej policzku spłynęła łza, potem druga i następna. Stworzonko, które jeszcze wczoraj wieczorem radośnie dokazywało, bawiąc się czerwoną włóczką, teraz leżało bez ruchu, nie reagując na głos i dotyk dziewczynki. A przecież zawsze, kiedy płakała, rudzielec ocierał się o nią i mruczał.
Mama Mili nie mogła mieć więcej dzieci, dlatego pięciolatka spędzała dużo czasu ze swoim kotem. W tej chwili wzięła bezwładne ciałko do rąk i ułożyła je ostrożnie na swoim podołku.
***
– Więc ona ma na imię Mila?
Bosa Dziewczyna w długiej spódnicy rozmawiała z Bogiem.
Często chodziła boso.
I często rozmawiała ze swoim Stwórcą.
„Chcę rozmawiać z Tobą tak, jak rozmawiał z Tobą Dawid” – takie marzenie było w jej sercu od dzieciństwa.
– Co chcesz, żebym zrobiła dla Mili? – zapytała teraz.
– „Życie i śmierć jest w mocy języka”.
– Wiem – uśmiechnęła się i zaczęła cicho nucić melodię niosącą życie.
***
– Mamo! – Krzyknęła Mila, śmiejąc się i szlochając jednocześnie. – Mamusiu! Mój kot! On…
***
Bosa Dziewczyna robiła to często. Prosiła Bożych Aniołów, żeby zanieśli śpiewaną przez nią melodię komuś, kto jej potrzebował. Dziś wieczorem przechadzała się po ogrodzie, a miękka, zroszona trawa uginała się lekko pod ciężarem jej stóp.
Myślała o kimś, kogo znała w dzieciństwie.
– Aniele – poprosiła – nie wiem, gdzie on teraz jest i jaki się stał, ale zanieś mu tę piosenkę, otul go nią jak ciepłym, czerwonym kocem. Niech ma dobre sny.
Słońce powoli zachodziło, czerwień i złoto łagodnie mieniły się w tańcu na nieboskłonie i łagodna była melodia, śpiewana przez Dziewczynę.
***
Wiele lasów dalej i wiele pól dalej mieszkał ktoś, kogo ogarnął Wielki Smutek. Tak było od dziesięcioleci, gdyż serce tego kogoś zostało złamane, gdy był jeszcze chłopcem. Czuł, że nie rozumie go nikt z ludzi. Czasem myślał, że być może rozumie go Stare Drzewo, ale Stare Drzewo nie mogło dać mu pocieszenia.
– Ciii… – szepnęła Bosa Dziewczyna. Piosenka, która mogłaby opatrzyć złamane serce, musiała zostać utkana z ciszy. Tak, są takie dźwięki, które muszą narodzić się z ziaren ciszy. Ziarno ciszy, kiedy obumrze, zrodzi melodię. Bosa Dziewczyna chodziła po łące i kołysała to ziarno w sobie.
***
„Niech będą dorodne i czerwone i niech ich będzie wiele” – myślała Dziewczyna. Śpiewała dla kobiety, która była jedyną żywicielką rodziny. Miała szklarnię, a w niej pomidory, z których musiała wyżywić gromadę wnucząt.
„Nie bój się, będziesz miała dobry plon” – śpiewała Dziewczyna melodię bez słów. Jeszcze chwila i piosenka będzie skończona, a ona poprosi Anioła-Posłańca, żeby zaniósł ją tam, gdzie trzeba.
***
„Ta piosenka będzie jak słoik miodu” – myślała Bosa Dziewczyna. Śpiewała tym razem dla kogoś, kto od wielu lat zanosił się gwałtownym kaszlem. Lekarze nie mogli mu pomóc i jego mama martwiła się tym bardzo.
A Dziewczynie robiło się ciepło na sercu, bo wiedziała, że potrafi zaśpiewać piosenkę, która uleczy chłopca i przywróci śmiech w jego domu.
I tkała się melodia; wiła się w powietrzu, złocista jak miód, lekka i zarazem mocna, przywracająca siły.
– Aniele mój, zanieś ją do chłopca, niech ma dobry dzień.
***
Co tak furkocze, co tak furkocze?
To Bosa Dziewczyna tańczy.
Wiruje z wyciągniętymi rękami, furkocze jej spódnica, a warkocze fruną w powietrzu. Dookoła niej krążą ptaki: gołębie, jaskółki, jemiołuszki.
Wszystko wiruje.
Wszystko się kręci.
Wszystko trwa.
[10.09.2025]



Komentarze
Prześlij komentarz