środa, 9 grudnia 2020

Prezent świąteczny dla wszystkich czytelników bloga ZABUKROWANI. POMOC DUCHOWA - jeden z rozdziałów mojej nowej książki "Odbunkrowani. Jak żyć na wolności? (w pisaniu)




Elżbieta Stawnicka

Dylemat pragnień – pomiędzy ucieczką a ryzykiem (odwagą) życia

John Eldredge, który napisał całą książkę na temat pragnień ludzkiego serca oraz zmagań z tym związanych napisał: „Pragnienie jest źródłem naszych najszlachetniejszych aspiracji i najgłębszych smutków. Przyjemność i ból idą w parze - więcej one płynę z tej samej cząstki naszego serca. Nie potrafimy żyć bez tęsknoty, a jednocześnie tęsknota naraża nas na rozczarowanie - niekiedy głębokie i rujnujące.”1

    Ten dylemat pragnień nienasyconych w sprawach miłości i wolności, ich ciągłe poszukiwanie i brak zaspokojenia może wyjaśnić biblijna opowieść o początku ludzkiej historii. Znajdujemy się w raju, gdzie wszystko jest rajskie i w pełnej harmonii. Mamy tutaj umieszczoną parę - mężczyznę i kobietę, Adama z Ewą, którzy cieszą się miłością swego Stwórcy, a On z kolei czerpie radość ze swoich stworzeń, z miłości, jaką ich obdarza oraz z ich odwzajemnienia. Zarządzają rajem, nazywając zwierzęta, ciesząc się rajską obfitością piękna i dostatku. Nie ma problemów relacyjnych w ich wzajemnym związku. Nagle wszystko ulega dramatycznemu załamaniu. Dochodzi do pierwszej próby miłości, która rozgrywa się przy dwóch drzewach w raju. Jest to próba wyboru pomiędzy Bogiem i zaufaniem jego miłości i prawdomówności (drzewo życia), a drogą porzucenia owej zależności i skosztowania z zakazanego drzewa poznania i dobra i zła, którego owoce to egocentryzm i samotność, gdzie oto ja sam będę decydował o sobie samym. Stanę się bogiem bez Boga. Wolność przybrała wymiar tragiczny. Porzuciła Boga i bycie w jego miłości.

(…) człowiek budzi teraz w Bogu (i w sobie samym) odrazę i jest stworzeniem, źle przystosowanym do wszechświata. Nie dzieje się tak dlatego, że Bóg stworzył go takim, lecz dlatego, że on sam takim się uczynił poprzez nadużycie swej wolnej woli.”2

    Próby te powtarzają się od tego czasu jak niekończący się motyw ludzkich historii indywidualnych i zbiorowych. Za sprawą owego chybionego wyboru, który rozdarł pierwotną harmonię i zaprosił zło, natykamy się na jego skutki w postaci zniszczenia i zabijania tego, co miało być piękne i dobre w pierwotnym zamyśle Stwórcy.3 Taki jest dylemat miłości zdradzonej i nie wypróbowanej, a ostatecznie porzuconej na rzecz egocentrycznego stylu życia, który de facto czerpie z drzewa poznania, Nie daje ono życia, lecz przynosi wiedzę i zwątpienie, co pogłębia rozdarcie w wnętrzu człowieka ( pomiędzy rozumem a sercem), a definitywnie destrukcję samego siebie, a następnie walkę w relacjach.

    Ten radykalny zwrot pierwszych ludzi od Boga ku sobie jest powodem utraty tego, co było zaplanowane jako źródło szczęścia. „Od obrazu Boga: Jestem tu wolny dla Ciebie w miłości i w tym jest sens mojego życia, posunęli się do jego wypaczenia: Jestem tu sam z sobą, sam dla siebie, przez siebie i ze względu na siebie. Pozostali są tu dla mnie, w tym jest moja wolność i mój sens.”4 Po upadku coś niedobrego stało się z sercem człowieka, które straciło kontakt z żywym Bogiem i zostało odcięte od zasilania Jego miłością. Pragnienia5 serca skierowały się w złym kierunku – od Boga ku sobie. W ten sposób ludzie stali się egocentryczni, co sprawiło, że pragnienia uwikłane w pożądliwość stały się nienasycone prowadząc nas do uzależnień od rzeczy i ludzi. Jak wyraził to Paul Simon - „Problem z pragnieniem jest ten, że chcesz wszystkiego.”6. To pragnienie wszystkiego jest, w istocie, pragnieniem Boga, który wypełniał serce człowieka na początku. Po upadku trzeba było wypełnić tę pustą dziurę we wnętrzu nas, która pozostała po Bogu odrzuconym. Pragnienia stają się na wskroś egocentryczne, a „źródłem pokus człowieka są jego własne żądze. To one go pociągają i nęcą. Gdy żądza się rozwinie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć.”7

    Wystarczy, że zaczniemy pragnąć, a potem pożądać, a wpadamy w pułapkę ich eskalacji i jesteśmy pochwyceni w sieć uzależnienia, które zamyka nas w bunkrze zniewolenia i przymusu. A miało być tak pięknie! Pogoń za rajem utraconym, bądź rezygnacja z niego trwają, sprawiając kolejne rozczarowania, albo pogodzenie się z bylejakością życia w nudzie i bezsensie.

Złem jest obumieranie miłości w nas. Pragnienia ludzkiej duszy stały się autodestruktywne i zamiast przynosić zaspokojenie i radość spełnienia przynoszą ból i wiele cierpienia. Powodem tego stanu jest egocentryzm i szukanie źródeł zaspokojenia głodnej i spragnionej duszy w człowieku i świecie, daleko poza Bogiem, który chce być jedynym Źródłem. „Ten wszechobecny egocentryzm przejawia się w codziennym życiu bądź jako pycha – chcę być lepszy niż jesteś Ty, bądź jako egoizm – chcę mieć więcej niż masz Ty. Oba sposoby nieuchronnie prowadzą do obumierania miłości.” 8

    Próbujemy na różne sposoby „rozwiązać” dylemat pragnień w sobie. Przeważają dwa sposoby radzenia sobie z tym dylematem: 1. albo staramy się zredukować je do minimum poprzez różnego typu praktyki „ascetyzmu życiowego” polegającego na tym, by chcieć coraz mniej, by stać się obojętnym i „zimnym” przez logikę i kontrolę. Ta droga tłumienia pragnień dąży do uśmiercenia swego serca. Jest także totalną ucieczką od Boga, od siebie, i od piękna życia pełnego wyzwań, i odpowiedzi nań oraz dezercji z pola walki, od przygody, w sferę zobojętnienia i jałowości życia.

Zabicie pragnienia może wyglądać jak uświęcenie, ale tak naprawdę jest bezbożnością. Naszym sposobem radzenia sobie w życiu bez Boga.9

2. Albo rzucamy się w wir życia biegnąc od pragnienia do pragnienia, od przygody do przygody (czy to będzie kolejny romans, czy ekstremalne doświadczenia dostarczające adrenaliny, kolejna wyprawa w egzotyczne kraje, itp.). Żaden z tych wyborów nie przynosi prawdziwego spełnienia. Pierwsza droga prowadzi do abnegacji i minimalizmu życiowego, ściśnięcia możliwości oraz zadowolenia z „bajora”10 zamiast szukania oceanu. Druga zaś jest drogą „rozpasania”, dania upustu swoim pragnieniom i żądzom bez ograniczeń i bez skrupułów, co przynosi tymczasowe przyjemności i doznania, które jedynie powodują chęć na ich eskalację, aż do zniewalającego nałogu. Ten estetyczny11 styl życia oraz etap rozwoju osobowości charakteryzuje się dominacją pragnień egoistycznych nastawionych na zewnętrzne obiekty zaspokojenia, a rozpacz pojawia się jako naturalna konsekwencja ich braku (np. dla Don Juana brak romansu jest powodem rozpaczy).

    Trzecia droga jest zaproszeniem do spełnienia pragnień, do wszystkiego, co pozostało w nas jako wspomnienie i tęsknota za Bogiem. To jest de facto droga powrotu do Boga, do owej intymnej i życiodajnej relacji jaką mieli pierwsi ludzie na początku. Jest odpowiedzią na wołanie Boga w nas, na ową głęboką i nieraz niewyrażalną tęsknotę naszej duszy za „wszystkim”, za totalnością. Jak wyraził to Oswald Chambers: „Wołanie Boga jest jak zew morza, nikt go nie słyszy oprócz tego, kto ma naturę morza w sobie. Nie można stwierdzić stanowczo, czego konkretnie ona dotyczy, ponieważ ono mówi, żebyśmy przebywali w Jego towarzystwie dla Jego własnych celów, a próba ta polega na wierze, że Bóg wie czego chce.”12

    Nie jest ona łatwa, bo wymaga porzucenia tych wszystkich „podpórek”, asekuracji, starych i utorowanych w mózgu, schematów radzenia sobie z życiem i własnym sercem poprzez samoochrony, a przede wszystkim zerwania z kontrolą, której tak bardzo pragniemy. Nie ma nic wspólnego z religią. Dlatego nazwana jest wąską drogą życia.13 Droga to zapomniana, acz znana z dzieciństwa, kiedy nasze serca były jeszcze ufne i nie nauczyły się strachu i kontroli. Ów powrót do miłości, do Boga oznacza uspokojenie naszych tęsknot i pragnień w Nim. Jak powiadał święty Augustyn „Niespokojne są serca nasze, dopóki nie spoczną w Panu.” Dlatego prawdziwe chrześcijaństwo „zaczyna się od zaproszenia do tego, by pragnąć.”14

    Dotyka samego serca, otwierając go na odwagę wiary Bogu, który oferuje nam życie, o którym marzymy – o życiu w raju, w wolności i miłości. Bo tylko tam można było przeżyć przygodę z bliskością, ze „światem miłości”.15 Tylko tam miłość kwitła w wolności.

        Czy to jest jedyna opcja rozwiązania dylematu pragnień naszej duszy? Jedyna droga pogodzenia miłości z wolnością?

    Ludzie ciągle szukają tych rozwiązań poza Bogiem. Jeśli prawdą jednak jest, że człowiek głęboko przechowuje w głębiach swej podświadomości pamięć raju utraconego to budowanie „rajów” ludzkich na ziemi, na ludzki, nieprzemieniony przez Boga sposób (wedle egocentrycznego sposobu myślenia, gdzie to „ja” siedzi na tronie i kieruje wyborami), jest „syzyfową” pracą, która prowadzi do chybionych skutków. One pokazują nam bezsilność naszych wysiłków w byciu szczęśliwymi, ponieważ jedynym „lekarstwem” na nienasycone pragnienia naszego serca i duszy16 jest Bóg, który nas takimi stworzył. Jak wyraził to Blaise Pascal, który także eksperymentował z wolnością dopóki nie znalazł ukojenia w Bogu: „Cóż jest więc to, co nam krzyczy owo pragnienie i owa niemoc, jeśli nie to, że istniało niegdyś w człowieku prawdziwe szczęście, po którym został nam obecnie jeno znak i ślad zgoła próżny? Staramy się go daremnie wypełnić wszystkim, co nas otacza, szukając w nieobecnych rzeczach pomocy, której nie otrzymujemy od obecnych, ale wszystkie okazują się niezdatne, bo tę nieskończoną otchłań może wypełnić jedynie przedmiot nieskończony i niezmienny, to znaczy Bóg.”17

    Co staje się z nami, gdy decydujemy się wejść na odwieczną ścieżkę wiary, otwartą przez krzyż, przez jedyną Osobę we wszechświecie, która odkupiła naszą winę, nasze odejście na samowystarczalne i samowolne drogi, z dala od Ojca?

    Przebaczenie18, jakiego dostępujemy, kiedy stajemy w prawdzie na swój temat, kiedy z głębi serca przyznajemy, że chybialiśmy celu i prosząc o przebaczenie, wracamy do domu Ojca przez Jego Syna, jest początkiem nowej drogi i całkiem nowego życiaW pierwszej kolejności ożywamy duchowo i stajemy się inną kategorią ludzi duchowych19, dla których otwiera się Boża rzeczywistość wcześniej mocno zakryta przed nami. To jest przejście ze śmierci duchowej do życia, od ciemności do światła, od niepewności do pewności wiary. Ta „nowość” duchowa jest zmianą „odśrodkową”, gdyż to sam Bóg ( Duch Święty) jest zaproszony i przyjęty przez wiarę serca. Zaczyna tam zamieszkiwać i zmieniać nas od środka. Oznacza to głęboką pracę Boga w obszarze naszych serc ( motywów i nastawień ), przekierowując nasze pragnienia na zgoła inne tory niż dotychczasową dbałość tylko o swoje ja. Z ego – centrycznych pragnień przestawia nas na „system Chrystuso - centryczny”, co oznacza, najprościej rzecz ujmując, wejście w wymiar doświadczalnej miłości Boga, bezwarunkowej i absolutnie niewiarygodnej z punktu widzenia ludzkiego rozumu i rozsądku. Jest jak wejście do ożywczej wody, kiedy wędrowaliśmy w upale, znoju i niezaspokojonym pragnieniu. Najciekawsze, że to Boże źródło otwarte w nas przez Ducha Bożego nigdy nie wysycha, lecz jest „źródłem artezyjskim, tryskającym fontannami życia wiecznego.”20 W końcu zaspakaja ono owe wcześniej niezaspokojone pragnienia naszego wnętrza. Stąd też wiara nie ma nic wspólnego ze schematycznym, uczynkowym i opartym o ludzkie starania systemem religijnym nakazów i zakazów, gdzie jest dużo powinności i tzw. wkładu własnego bez przyjście i nawiązania relacji z Nim, naszym kochającym Ty, który sam wyszedł z inicjatywą miłości i zaoferował nam ją poprzez krzyż. Dlatego trzeba nam redefiniować chrześcijaństwo. Nie jest ono religią obok innych religii (typu judaizm, islam, hinduizm, buddyzm, itp.). To całkiem inna kategoria. To całkiem inna opowieść. Znalezienie się w jej sednie to skok w jądro życia, gdzie się dzieje, gdzie nie zionie nudą i stereotypem, obowiązkiem i sztywnością zachowań. Jezus daje nam dostęp do życia bez końca i życia w pasji miłości.

Zgadzam się, że „(…) chrześcijaństwo nie jest zaproszeniem do tego, by stać się osobą moralną. Nie jest programem mającym nas wszystkich doprowadzić do porządku albo zreformować społeczeństwo. Ono wywiera na nasze życie potężny wpływ, lecz gdy nadchodzi przemiana, zawsze jest następstwem czegoś innego, czegoś, co znajduje się na poziomie serca. Tak więc w swej istocie chrześcijaństwo zaczyna się od zaproszenia do tego, by poczuć pragnienie.”21 Jezus nieustannie odwołuje się do pragnień, zagubionych, umarłych, zniszczonych przez chorobę, utratę kogoś bliskiego, czy jakąś inną złą historię. Co chcecie, abym wam uczynił?22 Wbrew pozorom powrót do pragnień jest trudniejszy niż ich eliminacja, bo otwarcie się na nie rodzi ryzyko rozczarowania, którego już zasmakowaliśmy żyjąc po swojemu. Bezpieczniej jest żyć w zasadach i schematach. Nie rozgrzewają naszej duszy, nie uwalniają życia w nas - radości, marzeń i innych jego przejawów, ale czynią życie rutynowo przewidywalnym. W momencie nawrócenia, kiedy zderzamy się z prawdą i zrozumieniem Ewangelii jako naprawdę dobrej nowiny, nasze serca zaczynają na nowo pulsować nadzieją na lepsze życie. „Jezus prowokuje pragnienia, budzi je i roznieca. Religijni strażnicy oskarżają Go o herezję. On zaś mówi: „Nic podobnego. To zaproszenie Boga, który od wieków nam je posyła.”23

    Zatem droga powrotu do relacji z Bogiem jest powrotem do życia, którego istotą jest życie pełnią serca. Tak było w moim przypadku. Kiedy się nawróciłam otworzyłam się ponownie na miłość. Wcześniej żyłam po swojemu, w buncie przeciwko prozie życia, religii, Bogu, którego kojarzyłam z religią swojej rodziny. Tak bardzo pragnęłam wolności i miłości, lecz moje wykrzywione zranieniem serce i myślenie dotykało się tylko jej substytutu. Próbowałam szukać odpowiedzi na niepewności. Czytałam i ładowałam głowę teoriami i filozofiami, które wydawały mi się słuszne, bo rezonowały z moją duszą. Kiedy spotkałam Jezusa i zaprosiłam go do mojego bałaganu, pełnego różnych teorii i filozofii, do jarmarku rozmaitości, które miałam w głowie od razu poczułam różnicę. On wszedł do mojego życia jako Ukochany. Zaczęłam święty romans24. I pozwoliłam Mu od razu prostować moje zakręcone i, tak naprawdę fałszywe myślenie, które na tym etapie było już określone jako światopogląd humanistyczny, z deklaracją agnostycyzmu. Przeszłam radykalnie od drzewa poznania do drzewa życia25, gdzie ożyły pragnienia nowego, lepszego, obfitszego życie, które mi Pan Jezus obiecywał (Ew. Jana 10,10). Byłam zakochana w Nim odpowiadając na Jego wielką miłość do mnie. I to miłość stała się główną inspiracją i motywacją do rozpoczęcia zmian w mojej głowie, sercu, priorytetach życiowych. Dokonywała się wewnętrzna przemiana w moim sercu. Z miejsc ukrywanych i tłumionych lęków zaczęłam się odważać. To czynił we mnie Duch Boży, którego zaprosiłam do swego serca i któremu zaczynałam ufać. A ja się Mu poddawałam w miłości i rosnącym zaufaniu.

    Druga fundamentalna przemiana, która jest procesem, a nie jednorazowym aktem, dotyczy naszych pragnień. Powoli przestają one wprowadzać nas w kłopoty, bo kiedy poddajemy się terapii Ducha to są one prostowane, uzdrawiane i poddawane woli Boga, co w rezultacie sprawia, że zaczynamy pragnąć tego, co On. Pragniemy, by niebo nawiedzało ziemię26, by działa się sprawiedliwość, by nie było chorób i zniszczenia, by ludzie nie byli zniewalani i przymuszani do zabijania siebie i innych. Nasze zmieniane serce staje się szlachetne i z pasji grzeszenia (czynienia zła) przestawia się na czynienie dobra z pobudek miłości, oraz zaczyna rodzić owoce Ducha Bożego w nas, a mianowicie miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, powściągliwość.27 Nie musimy już walczyć z pragnieniami, bo one mają najlepsze źródło w Bogu – Ojcu, który je zdeponował w nas, kiedy staliśmy się jego dziećmi.28

    Czy jest to możliwe, by wprowadzić we współczesnym świecie, niebo na ziemię? By do rodzin wprowadzić miłość z wyboru, bez zastraszania i manipulacji? By w domach zaistniała atmosfera wzajemnego szacunku i bliskości, o których marzy każde normalne serce? Temat wolności i miłości w domach może stać się rzeczywistością wtedy, gdy przemienieni Bożą łaską i miłością – czyli zdrowi duchowo i emocjonalnie rodzice uczynią „priorytetem serce dziecka i głębokie relacje pomiędzy rodzicem a dzieckiem, szanując w dziecku osobę, pozwalając na ich samodzielne myślenie, podejmowanie własnych decyzji wraz z ponoszeniem ich konsekwencji.29

Dlatego tak kluczową sprawą jest poddanie się radykalnej przemianie na poziomie ducha, duszy i ciała.

1 Tamże, s. 33.

2 C. S. Lewis, Problem cierpienia, Wyd. Esprit, Kraków 2010, rozdz. Upadek człowieka, s. 83. Lewis nazywa historię upadku człowieka „opowieścią o nieposłuszeństwie” (s. 86)

3 Współczesny pisarz Tom Phillips napisał książkę o fatalnych, chybionych wyborach ludzi na przestrzeni historii. Pisze w niej między innymi takie zdanie: „Wciąż podejmujemy koszmarne decyzje, wierzymy w idiotyzmy, ignorujemy dowody, które mamy przed oczami, i tworzymy plany pozbawione nawet odrobiny sensu. Nasz umysł potrafi wymyślac koncerty, miasta i teorię względności, a jednak bez pięciu minut bolesnych rozważań nie umie zadecydować, jakie chipsy chcemy kupić. Jak to się stało, że nasz wyjątkowy sposób myślenia pozwala nam na przeróżne sposoby kształtować świat zgodnie z naszymi pragnieniami, ale również dzięki niemu ustawicznie dokonujemy najgorszych wyborów, chociaż jest jasne, że są złe? Tom Phillips, Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko, Warszawa 2019, wyd. II, s. 28.

4 Daniel Pastircak, Mała książeczka o relacjach, wyd. cyt. s.31.

5 Trzeba się zgodzić z faktem, że to nie rozum kieruje naszym życiem, choć często podejmujemy racjonalne decyzje, lecz pragnienia. ”Ono jest kapitanem naszego życia. Rozum jest jedynie bezsilnym obserwatorem tego,co z nami czyni nasze pragnienie.” Tamże, s.31.

6 John Eldredge, Podróż pragnień, wyd. cyt. s. 85.

7 List św. Jakuba 1,14-15, Biblia. Nowy Testament. Ewangeliczny Instytut Biblijny. Poznań 2016.

8 Daniel Pastircak, Mała książeczka o relacjach, wyd. cyt. 32.

9 „Zakopując swoje pragnienia, mówimy to samo: „Boże, nie mam śmiałości pragnąć, ponieważ boję się Ciebie. Myślę, że jesteś bezwzględny”.(…) Nasze posłuszeństwo wynika nie tyle z miłości, co z ostrożności. „Boże, powiedz mi tylko, co mam robić, a ja to zrobię. ”Zabicie pragnienia może wyglądać jak uświęcenie, ale tak naprawdę jest bezbożnością. Naszym sposobem radzenia sobie w życiu bez Boga.” John Eldredge, Żyć mocniej, Poznań 2006, s. 56.

10 Nawiązuję do opowiastki o lwie morskim, który utracił morze opisanym w książce Johna Eldredge, Podróż pragnień. Potem lew morski dotarł do jałowej ziemi i zadomowił się nad bajorem. Próbował się oswoić z tym miejscem i jakoś ułożyć sobie życie. Prawie już uwierzył, że tak już musi być, gdy serce zaczęło ożywać i przywoływać do wyruszenia w podróż za utraconym morzem. Johna Eldredge, Podróż pragnień, wyd. cyt.

11 W taki sposób ujmował Soren Kierkegaard najniższy etap rozwoju ducha ludzkiego. Dwa pozostałe stadia, w tym rozwoju, to etap etyczny oraz najwyższy – religijny. S. Kierkegaard, Stadia na drodze życia.

12 John Eldredge, Żyć mocniej, wyd. cyt. s. 57.

13 Ew. Mateusza 7,13-14.

14 John Eldredge, Żyć mocniej, wyd. cyt. s. 51.

15 Tamże, s. 157.

16 Świadomie rozróżniam między sercem a duszą. Serce jest miejscem głębokim, często mocno nieświadomym, gdzie są przechowywane najgłębsze motywy naszych działań, emocje oraz myśli. Dusza jest płytsza, bardziej świadoma. To sfera rozumu, woli i emocji i uczuć. Łatwo można te obszary pomylić, np. emocje z sercem, ale emocje są głosem serca, co oznacza, że posiłkuje się on emocjami, ale nimi nie jest. Przykładem różnicy jest osoba Jezusa Chrystusa. Czy na krzyż zaprowadziły Go emocje? Czy raczej głęboka pasja miłości do ludzi, którą miał w sercu? ”Serce przebywa w znacznie bardziej krwistej i wspanialszej rzeczywistości życia, śmierci, miłości i nienawiści.” Tamże, s.180. Serce jest radiatorem życia, jak wyraził to Oswald Chambers.

17 Tamże, s. 283.

18W krzyżu Chrystusa nie chodzi o ludzkie przebaczenie, którego sobie wielkodusznie udzielamy (...(. Być przyjętym w krzyżu Chrystusa oznacza wejść do jedynego w Chrystusie, na zawsze wszystkim ludziom darowanego przebaczenia.. (…) Przeżyć swoje życie w Bogu oznacza żyć w przebaczeniu.”Daniel Pastircak, Mała książeczka o relacjach,wyd. Cyt. s. 49.

19 Biblia mówi o tym, że stajemy się nowymi stworzeniami w Chrystusie. 2 List do Koryntian 5,17.

20 Ew. Jana 4,14. Jezus przemówił tymi słowy do Samarytanki, kobiety niezaspokojonej w miłości mężczyzny (miała pięć mężów i była w związku nieformalnym z mężczyzną). Odwołał się do jej najgłębszego pragnienia obiecując jej, ze kiedy napije się „mojej wody, nie zazna pragnienia na wieki.”

21 John Eldredge, Podróż pragnień, W poszukiwaniu życia, o jakim marzyliśmy, Logos, Warszawa 2006, s. 49-50.

22 Tamże, s. 52, Ew. Mateusza 7, 7-11.

23 Tamże, s. 52.

24 Kiedy się nawróciłam w 1993 r. jeszcze nie znałam tego określenia. Po prostu doświadczyłam dotknięcia Jego miłością, zrozumiałam natychmiast sens Jego ofiary na krzyżu, w której objawiła się pełna pasji miłość do mnie. To, że pojęłam, iż prawda o krzyżu, o śmierci Jezusa zamiast mnie i dla mnie sprawiło, że dotknęła ona głęboko mojego serca. Było to jak strzała miłości. Potem dopiero odkryłam określenie świętego romansu w książkach Johna i Stasi Eldredge.

25 Świadectwo mojego nawrócenia pt. Odejście od drzewa poznania ku drzewa życia, można znaleźć w książce, Józef Stępień, Szczęściarze. Historie prawdziwe, 2, Compassion, Szczecin 2020, s. oraz na blogu autorskim pt. Zabunkrowani. Pomoc duchowa ( elastawnicka.blogspot.com )

26 Taki jest sens modlitwy Pańskiej o wolę Boga taką, jaka jest w niebie, by stała się udziałem ziemi,

27 List do Galacjan 5, 22-23.

28 Bill Johnson, Wszystkie pragnienia mają ojca. Wyd. Dawida 2012. Staliśmy się dziećmi Boga nie w chwili stworzenia, lecz wtedy, gdy podjęliśmy świadoma decyzję wiary w sercu przyjęcia Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. Ew. Jana 1, 12-13.

29 Danny Silk, Kształtowanie dzieci miłością, wyd. cyt. s. 90.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.