piątek, 24 marca 2017

Pustynia czy wędrówka wiary w kierunku ziemi obiecanej?


Elim...
Niektórzy chrześcijanie są dziwni. Choć wyrwani z niewoli diabła, gdzie byli niewolnikami żyjącymi na poziomie przetrwania i tzw. minimum socjalnego, tęsknią za tym stabilnym stylem życia niewolnika, gdzie wszystko było przewidywalne i nie musieli ponosić odpowiedzialności za swoje życie (bo przecież niewolnik musi tylko robić to, co mu każą; zwolniony jest z myślenia; musi wykonywać tylko wolę swego ciemiężcy). Zachowują się tak jak Izraelici wyprowadzeni z niewoli egipskiej, którzy pragną by dać im spokój, bo stare niewolnicze schematy myślenia i zachowania były im znane, „przyswojone” i oswojone (stały się częścią ich tożsamości), a nowe przerażało ich swoja wielką niewiadomą. Oto co mówią do Bożego przywódcy, który prowadzi ich do wolności: ”Zostaw nas w spokoju, będziemy służyć Egipcjanom, gdyż lepiej nam służyć Egipcjanom, niż umierać na pustyni? (II Mojżeszowa 14,12). Czy nie są to znane teksty niektórych wierzących, kiedy mówi się im o zmianach, o wyjściu ze sfery komfortu?


            Droga prawdy nie jest łatwa. Wymaga uczciwości wobec samego siebie oraz odwagi stanięcia twarzą w twarz ze swoimi słabościami, ograniczeniami, defektami, schematami, tym, co w nas nieżywe, „nie moje”, wniesione jako niechlubne i „nie-święte” dziedzictwo po przodkach, po rodzicach, po nieprawościach, które otworzyły drzwi nieprzyjacielowi i sprawiają, że jako nowe stworzenia w Jezusie Chrystusie zmagamy się z tym samym i nie wiemy dlaczego tak się dzieje. Dziwimy się, że jako dzieci Boże borykamy się z grzechami, cielesnością i opresją demoniczną. Zaraz przychodzi wróg i pogarsza sytuację gnębiąc nas oskarżeniami, poczuciem winy i potępieniem. Dlaczego nie dzieje się to z automatu – z racji nowego stworzenia? Dlaczego „stare” nie ustąpiło, oto wszystko jest nowe? (II Kor.5, 17)

            Nowe narodzenie jest początkiem naszego życia w Jezusie Chrystusie. 1/3 naszego jestestwa – nasz duch, w którym przebywa Duch Święty jest doskonała. Zaczyna się proces przemiany naszej duszy (na którą składają się nasze emocje, rozum i wola) i ciała. Zaczyna się dla tych, którzy się tej przemianie poddają, żeby w całości znaleźć się w Jezusie Chrystusie i odnosić w Nim zwycięstwa – czyli inaczej żyć wedle Ducha (Rzym. 8, 1-17). Zatem istnieje opcja nawrócenia się, narodzenia na nowo i zatrzymania się na poziomie cielesnego stylu życia oraz niechęci do oczyszczenia i przemiany swojego życia. Bo „stare” z automatu nie zniknie. Trzeba się z tym zmierzyć wraz z Jezusem Chrystusem. Wszystko zaczyna się od stanięcia w prawdzie na temat jak się rzeczy naprawdę mają, od nazwania problemów po imieniu, a następnie wyprawy w głąb z Duchem Świętym, by dotarł do samych korzeniu tychże problemów. W Jezusie objawiła się prawda i łaska.

            Z tego wynika, że łaska jest dla tych, którzy stają w prawdzie o sobie – często bolesnej, emocjonalnie trudnej i biorą odpowiedzialność za to, by wejść na drogę przemiany. Bo łaska jest mocą ku przemianie.[1] Wielu chrześcijan nigdy nie zatrzymało się nad swoim „starym” życiem, by je „przerobić” z Duchem Świętym, pokutować (czyli zmienić swój sposób myślenia – stary światopogląd oparty na zranieniach z przeszłości, kłamstwach – tzw. nie-Bożych przekonaniach oraz przekonaniach o sobie, Bogu, ludziach i świecie na nich opartych).

            Naiwnością bowiem byłoby twierdzić, że skoro się nawróciłem to Bóg za mnie wszystko zrobi. Duch Święty w nas zawsze współdziała szanując naszą wolną wolę oraz jej decyzje. Na starym nie zbudujesz nowego. Nie można wejść w nowe – w nowe stworzenie w Jezusie Chrystusie w pełni jeśli nie „pokonamy” starego, wrogiego nam, demonicznego sposobu myślenia wyniesionego z królestwa ciemności, w którym żyliśmy latami. Uważne studiowanie Słowa Bożego przekonuje nas raz po raz, że wchodzenie w nowe zawsze wiązało się z oporem „starego”, którego celem było zniewalanie nas i powstrzymanie od wejścia w to nowe, które dobry Bóg obiecał dla swoich wybrańców. Tak było z wyjściem Izraela z ziemi egipskiej, jak i z wchodzeniem do ziemi obiecanej. Bóg manifestował swoją ponadnaturalną moc wtedy, gdy ludzie z odwagą mówili „nie: wrogowi (np. faraonowi, ludom zamieszkującym ziemię Kanaan, itp.) i robili stanowcze i pełne ufności kroki ku nowemu – lepszemu, obiecanemu przez Boga.

            Jak się ma to do nas – chrześcijan XXI wieku? Bardzo podobnie. Bierność i czekanie na nic się nie zdadzą. Trzeba zawalczyć o więcej. Samo ono nie przyjdzie do naszego życia.

            Kiedy patrzę na polskie chrześcijaństwo to widzę od lat dwie ścierające się mocno opcje – jedna to jest to powierzchowne i zachowawcze chrześcijaństwo, które przyjmuje prawdy biblijne na poziomie „głowy” - uczy się litery, przepisów i poprawności w ramach wyuczonego systemu prawd biblijnych, ale nie idzie drogą owej głębokiej przemiany duszy, odrzucając służbę uwalniania, odnowy fundamentów, itp., podnoszącą krytycznie głowę w stosunku do „inaczej” myślących. Są to ludzie, którzy tak naprawdę nie chcą „stracić życie” tylko je zachować dodając do „starego”, często zranionego serca i myślenia „niewolnika” nazewnictwo biblijne, które ma uzasadnić ich religijny status qvo. Ich celem nie jest rozszerzanie Królestwa Bożego na ziemi, lecz walka ze zwiedzeniem, krytyka różnych ruchów i zjawisk w chrześcijaństwie oraz tłumaczenie (na podstawie Biblii oczywiście) „pustynnego” chrześcijaństwa nastawionego na przetrwanie. Nazwałabym je chrześcijaństwem „pustyni”, na której wiele trzeba wycierpieć, ale i tak nie ma wejścia w sferę dóbr i wolności ziemi obiecanej. 

              Łaska i moc Boża są tutaj po to, aby przetrwać. Biblia nazywa ich dziećmi „Hagar” (Gal.4, 21- , którzy są pod Prawem i żyją z zabiegów ciała, pod jarzmem powinności i legalistycznej poprawności stwarzając pozór pobożności, lecz ta jest zaprzeczeniem mocy. Trzeba pamiętać, że większość problemów, cierpień i frustracji pokolenia „pustyni”, o mentalności wyniesionej z niewoli egipskiej była wynikiem ich niewiary, szemrania – krytyki Bożych ludzi oraz poprzestawania na tym, co jest, byleby nie było gorzej (Hebr. 4, 3-12). Dlatego towarzyszy im duży ładunek „zjadliwości” ubranej w szaty „czujności” i podważania poruszeń, które wedle nich nie są z Ducha Świętego. Oczywiście nie przeczę, że są nadużycia w ruchach charyzmatycznych, ale często na bazie „łowienia herezji”  owi krytycy występują przeciwko temu, co Bóg czyni współcześnie mocą swojego Ducha Świętego i ludzi Mu poddanych.

            Druga opcja to ludzie Ducha, którzy poszli radykalnie i totalnie drogą przemiany, by w całości (wraz ze swoja duszą) znaleźć się w Nim – w Jezusie Chrystusie. To ich kosztowało wszystko. Utracili swoje życie dla Niego. Umarli dla swojego ego i swoich życiowych ambicji i planów ponosząc cenę owej utraty życia. Poszli też drogą prawdy, przemiany swojej duszy pozwalając Duchowi Świętego, by objawiał „prawdę zakrytą na dnie duszy” i uzdrawiał te obszary, które były głęboko zranione, odrzucone, niechciane, samotne. Są to ludzie pokorni, którzy nie udają silnych, lecz de facto stają się bohaterami wiary – bo mają pragnienia oglądania Bożej chwały i Jego zwycięstw w życiu swoim i innych. Są to ludzie Królestwa, którzy nie ustaną jeśli nie zobaczą jak „niweczone są dzieła diabła na ziemi”, są jak Jezus, bo ten sam Duch Święty, który był w Jezusie ma wolność do przejawiania się w nich (Dzieje Ap.10,38; I Jana 4, 17). Są tymi w linii Izaaka, nazwanymi „dziećmi obietnicy”,. Są zakochani w Panu Jezusie, szaleni w miłości do Niego, w swoich czynach wiary nie do zatrzymania, choć kłody rzucane są nie tylko przez wroga, ale główni prześladowani są przez tych zrodzonych z niewolnicy Hagar. Mają też silną tożsamość synów Bożych, bo poznali i zostali uleczeni miłością Ojca, tak iż chodzą w duchu synostwa i mówią do Boga „Tato”. Oni żyją wedle Ducha i są pełni łaski i prawdy – tak jak Jezus. Są pełni ognia, popełniają błędy się, ale są w stanie się do nich przyznać, bo nie patrzą na siebie, lecz na Tego, który ma moc dokonać dobrego dzieła w nich mocą Ducha Świętego mieszkającego w nas. On jest źródłem ich mocy, radości i obfitości wbrew i pomimo okolicznościom.

            Walka pomiędzy tymi dwoma rodzajami ludzi toczy się w Kościele, w ciele Jezusa Chrystusa. Tak jak napisano: „Kiedyś ten, który narodził się tylko dzięki zabiegom ciała, prześladował tego, który narodził się za sprawą działania Ducha. Teraz mamy do czynienia z czymś podobnym.” (Gal. 4, 29).

             





[1]          Dr James B. Richards, Łaska – moc ku przemianie, Gorzów Wlkp. 2005. „Poszukując prawdy gubimy drogę wśród religijnych nakazów i zakazów. Chrześcijanie tracą z oczu prawdę na temat łaski, a skutek? Porażka i frustracja. W swojej doskonałej książce dr James Richards odkrywa tajemnice łaski. Zamiast ciągle prosić o przebaczenie, możesz znaleźć moc do zwycięstwa. Zamiast doznawać niepowodzeń, możesz odnieść zwycięstwo w osobistym życiu. W książce tej odnajdziesz raczej poselstwo o Bożej mocy niosącej zmianę bez twojego wysiłku niż nakaz podjęcia nowych wysiłków mających przynieść zmianę. Zmieni się twoje doświadczenie Boga. Wprowadzi cię w ten wymiar życia chrześcijańskiego, który Jezus nazywa “lekkim i miłym”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.