środa, 22 marca 2017

Janek Odprowadzacz - niecodzienna bajka


Było słoneczne popołudnie. Cienie kładły się na świeżej trawie, przeplecione plamami słońca. Mech pokrywał pnie drzew od strony północnej.Na kocu bawiła się mała dziewczynka. To tata powiedział jej, że mech rośnie na północnej stronie pni. Nauczył ją też wielu innych rzeczy, lecz od pewnego czasu coraz rzadziej bywał w domu.Janek-Odprowadzacz nosi długi, czarny płaszcz, jego twarz niknie w głębi kaptura, na szyi ma zawieszony medalion z podobizną węża.Ale ludzie tego nie dostrzegają, widzą pogodnego, schludnego wolontariusza, młodego mężczyznę, ubranego w błękitną koszulkę polo i dżinsy.

Odprowadzacz trzy razy w tygodniu przychodzi do hospicjum. Kiedy wybija czyjaś godzina, Odprowadzacz bierze tę osobę za rękę i prowadzi przez ciemną dolinę. Dochodzi zawsze do pewnego miejsca, gdzie ją zostawia, mówiąc:

– Idź tą ścieżką już sam.


Pewnego dnia córeczka Janka-Odprowadzacza nagle zachorowała. Choroba okazała się tak poważna, że dziewczynka trafiła do hospicjum dziecięcego. Również w tym miejscu pracowała wolontariuszka. Kobieta opowiadała dzieciom o Niebie i o Jezusie, śpiewała o tym, że Jezus jest jej Panem i nie musi się niczego bać, bo On nad nią czuwa. Dziewczynka bardzo polubiła wolontariuszkę i razem z nią śpiewała: „Pan mnie strzeże, czuwa nade mną Bóg”.

Dziewczynka wie, że ma wkrótce umrzeć, ale nie boi się, bo wie też, że Jezus jest z nią. Kiedy nadchodzi ten dzień, jest przy niej jej tata. Janek-Odprowadzacz wiedzie swoją córeczkę tą samą ścieżką, którą tyle razy szedł z innymi ludźmi. Idą ciemną doliną, stawiają krok za krokiem. Nagle dziewczynka poczuła lęk i zaczęła krzyczeć

– Nie tędy, tatusiu! To nie jest właściwa droga, idźmy lepiej w tamtą stronę!
Krzyczała tak długo, aż zawrócił na inną ścieżkę. Szli nią, aż doszli do miejsca, z którego Janek-Odprowadzacz dostrzegł koniec drogi, którą tyle razy wcześniej prowadził ludzi. Droga ta kończyła się przepaścią, dochodziły stamtąd udręczone krzyki.

Dopiero wtedy Odprowadzacz uświadamia sobie, co robił. Dopiero wtedy dostrzega czarny płaszcz i medalion, w jakie był ubrany w rzeczywistości duchowej.

– Tatusiu – odzywa się cicho dziewczynka. – Jezus zna ciebie i kocha. Jeżeli Mu pozwolisz, to On będzie cię zawsze chronić. - Puszcza rękę swojego taty i idzie prostą, wąską ścieżką. Zaś Odprowadzacz wraca. W domu wchodzi na drabinę i zdejmuje z najwyższej półki pewną zakurzoną książkę. Przez kilka następnych dni nie robi prawie nic innego, tylko czyta o Noem, Abrahamie, Esterze i Jezusie. Kiedy doczytał do końca, postanowił mieć tę książkę stale przy sobie i zaglądać do niej.

Janek-Odprowadzacz nie nosi już czarnego płaszcza ani medalionu z podobizną węża. Przestał być „Odprowadzaczem”. Jest teraz „Jankiem”.  Leży na kocu i czyta biblię. Jest pogodne popołudnie, a mech nadal rośnie na północnej stronie kory drzew.


Dorota Grzesiak (1987) absolwentka Studium Literacko-Artystycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Laureatka konkursów literackich. Autorka trzech książek poetyckich: "Dla" (2009), "Kiedy grasz" (2012), "Cantadora" (2014) oraz zbioru baśni prozą "Wyspa Garbów i inne bajki" (2016).