piątek, 6 stycznia 2017

Świadectwo nawrócenia byłej okultystki

Moje wyjście z królestwa ciemności i śmierci ku Królestwu Bożemu – światłu i życiu

"Dziękując Ojcu, (...) który nas wyrwał z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów." List do Kolosan 1,12-13.

Moje spotkanie z Jezusem miało miejsce, kiedy mój wspólnik zaczął mnie oszukiwać, co spowodowało  problemy finansowe. W efekcie z niechęcią  prowadziłam firmę aż w końcu rozwiązałam spółkę. Straciłam poczucie bezpieczeństwa. Wypijałam coraz więcej alkoholu licząc, że zapomnę o kłopotach. Niestety jeszcze gorzej cierpiałam po wypiciu. Latem 2015 roku siedząc w wannie zaczęłam strasznie płakać i wzywać Jezusa, a dokładnie „Jezu ratuj”!

Nie dalej jak za tydzień znalazłam się na marszu dla Jezusa organizowanym przez Jurka Przeradowskiego, mojego obecnego Pastora. To Duch Święty wyprowadził mnie z domu tego dnia. Nie wiedziałam co mną kierowało wtedy, ale kiedy znalazłam się na miejscu wszystko było jasne. Z daleka dostrzegłam czerwone koszulki z napisem „JEZUS ŻYJE”. Nie bardzo najpierw wiedziałam o co chodzi, ale pchana jakąś mocą w plecy szłam jeszcze szybciej. Usiadłam i zaczęłam się przyglądać. Był ze mną przyjaciel, córka moja i nasz pies. Kilkoro ludzi stało przy estradzie w czerwonych koszulkach i nakładało ręce na innych ludzi. Pomyślałam "no tak to zapewne....bioenergoterapeuci". Potem ludzie zaczęli opowiadać  swoje świadectwa. Ruszyłam do ich namiotu, gdzie  znalazłam chrześcijańskie gazetki i Pismo Święte.  Miałam wielkie pragnienie dostać to pismo, a były tylko dwa. Mężczyzna podał mi to Pismo i powiedział, że jestem przyprowadzona przez Ducha Św. Nie miałam wątpliwości, bo tak czułam. Od tamtego czasu doświadczyłam i dalej doświadczam Bożej Łaski każdego dnia. Nawróciłam się na pierwszym nabożeństwie, a za mną moi bliscy w niecały rok po mnie. Powoli Bóg wyciąga mnie z długów, tak że już żyję stabilnie i odzyskałam bezpieczeństwo wewnętrzne i materialne.

A wszystko miało początek wiele lat temu, od śmierci mojego dziadka. Miałam wtedy skończone 15 lat. Bardzo się wtedy bałam. Nie chciałam jechać na pogrzeb . Ojciec praktycznie siłą mnie zaciągnął i kazał pożegnać się z dziadkiem do pokoju, w którym leżał w trumnie. Zauważyłam na czole dziadka wtedy krople potu..."rosę" i strach paraliżował mnie do kości. Wiem dziś, że od tego momentu moje życie się zmieniło. Po pogrzebie zaczęło się dziać coś dziwnego, szczególnie w nocy. Bałam się  zasnąć, więc często uciekałam nocami do matki. Coś niewidzialnego nachodziło mnie i męczyło. 



Nie mogłam zrobić nic, nawet krzyczeć. Siłowałam się gdzieś w podświadomości z tym - nie wiedząc nawet wtedy z czym. Moja matka cieszyła się z tych wydarzeń mówiąc, że dziadek mnie straszy, bo byłam niedobra znowu dla niej. Tak... byłam niedobra, bo mnie raniła, przeklinała i moja babcia nazywała ją " diabłem wcielonym". Przekleństwa mojej matki niestety działały ....

Zawsze towarzyszył mi w życiu lęk przed przyszłością, co ze mną będzie a zarazem byłam wielką ryzykantką i wiele buntu miałam w sobie. Wrażliwość, cierpienie chowałam za maską agresji. W moim życiu był ktoś niewidzialny, kto załatwiał za mnie porachunki z tymi, którzy "robili mi krzywdę". Mówiłam wtedy, że spotkała ich kara za to, że usiłowali mi wyrządzić krzywdę. W pewnym momencie zaczęłam przypisywać te wydarzenia Bogu. Dziś wiem, że to nie był Bóg. Bóg nie uśmierca ludzi ...

Moja matka często chodziła do wróżek, miała także zaprzyjaźnioną nauczycielkę – wróżkę .To były zwykłe karty. Moja mama zaczęła się uczyć ich rozkładu. Wciągnęła także mnie, zachęcając do tych praktyk. Na początku nie bardzo chciałam, gdyż uważałam, że nie powinno się robić takich rzeczy. Jednak w miarę dorastania ciekawość przyszłości  wzięła górę. Zaczęłam chodzić do wróżek i bardzo szybko praktykować różne formy wróżenia. Bardziej jednak fascynowała mnie parapsychologia, śmierć – i problem - co potem? Do tego doszły duchy oraz reinkarnacja.

Od 20-tego roku życia stosowałam afirmację "nieświadomą", a mianowicie skupiałam się bardzo na swoich pragnieniach i wypowiadałam je głośno do innych osób. Cokolwiek pragnęłam otrzymywałam. Znajomi w tamtym okresie mojego życia byli tego świadkami. I chociaż początkowo naśmiewali się ze mnie, lecz kiedy zobaczyli, że to na prawdę się dzieje, byli zdumieni.

Zawsze miałam naturę marzyciela i bujałam ponad chmurami. Miałam swój własny świat. Około 25-roku życia gdzieś w gazecie przeczytałam o afirmacji i wizualizacji. Nagle dotarło do mnie, że ja to wiedziałam i nawet stosuję. To co przeczytałam bardzo mocno mnie ugruntowało. Nabrałam pewności w tym, co robię i stwierdziłam, że mam "Moc" i jest "Moc ", która się mną opiekuje. Byłam nieaktywną katoliczką z olbrzymim przekonaniem, że Bóg może karać ludzi. Więc aby uniknąć Bożej kary postanowiłam nie sięgać nigdy do czarnej magii. Tak, miałam zasady, lecz nie podejrzewałam nawet wtedy, że używanie białej magii jest tak samo złe.

Około 30-tego roku życia byłam już nieźle zaawansowana. Zaczęłam się bardziej rozwijać, poznawałam kolejne "cudowne tematy". Nabywałam kolejnych okultystycznych doświadczeń. Horoskopy towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Zgromadziłam sporo książeczek z tą tematyką w domu. Moja matka na okrągło mówiła o znakach zodiaku i jak to duże znaczenie mają w życiu człowieka, oraz partnerstwie.

Zapoznałam pewną astrolog, która "mówiła z gwiazd". Sceptycznie do tego podchodziłam, gdyż astrologia była dla mnie formą bardziej rozrywki. Pani astrolog dała mi płytę "sekret" i wprowadziła mnie w swój świat…

Wkrótce zmarł mój ojciec. Dokładnie miesiąc po moim ślubie i dokładnie w taki sposób w jaki przepowiedziała wcześniej moja matka. Dotarłam na miejsce zdarzenia bardzo szybko. To był wylew z zawałem. Spojrzałam na leżące ciało mojego ojca ... nie było go tam. Mój ojciec stał koło mnie, czułam doskonale jego obecność. Wybiegłam z domu. Po raz pierwszy poczułam jak coś śmierdzi - to była woń śmierci. Nie potrafiłam płakać, zamarłam, spojrzałam w niebo i powiedziałam "Boże mam tylko Ciebie, tylko Ty jesteś moim ojcem." Spokojnie powiadomiłam rodzinę i załatwiałam kolejno wszystkie sprawy związane z pogrzebem. Nie potrzebowałam leków na uspokojenie. Nic. Na ten czas odszedł lęk. Przestałam też bać być sama w domu. Mogłam w nocy chodzić po moim dużym domu, nawet do piwnicy. To było niebywałe, bo wcześniej bardzo się bałam. 

Pozornie układało mi się dobrze, otrzymałam spory spadek. Dom był marzeniem ojca, a więc, wtedy jeszcze mój mąż i ja, wszystko robiliśmy, żeby go skończyć. To było najważniejsze. Duch śmierci mnie nie opuszczał jednak... po dwóch latach moja matka dostała wylewu, a lekarze nie dawali żadnych szans przeżycia dla niej. Prosiłam Boga, żeby ją zabrał. Nie wyobrażałam sobie wtedy jej życia po tak ogromnym wylewie, sparaliżowanej,  przykutej do łóżka. Matka do dzisiaj żyje, choć minęło 11 lat. Po wylewie mamy za dwa lata straciłam jedynego rodzonego brata. Wtedy pozostał mi mąż i dzieci, ale za moment doszło do rozwodu. W pewnym momencie życia zostałam sama z dziećmi i matką w Ośrodku Opiekuńczym.

Pewnego dnia wydarzyło się coś bardzo dziwnego. Najpierw w nocy zaczęło grać na cały regulator radio, co mocno mnie wystraszyło, jednak wstałam, wyłączyłam je, po czym poszłam spać. Rano przyjechał do mnie mój przyjaciel. Mieliśmy gdzieś jechać, więc poszłam na górę do łazienki  zrobić sobie makijaż. W pewnym momencie słyszę swój głos na dole, a przyjaciel  z dołu z salonu krzyczy "co chciałam?"... na pewno nic nie mówiłam, ale słyszałam swój głos, który dobiegał z dołu... niby jak? Wybiegłam z łazienki, wychylając głowę przez barierkę zaczęłam mówić do niego, co słyszałam. Obydwoje słyszeliśmy to samo dokładnie, że wołałam mojego przyjaciela, dlatego on pytał co chcę... tylko to nie byłam ja i to jest najgorsze.

Pomyślałam, że to już za dużo. Próbowałam się ratować i odwiedziłam moją kolejną znajomą, która była jasnowidzem. Ona namówiła mnie na okultystyczne rytuały. Razem z moim przyjacielem zaczęliśmy wypędzać złe demony - dusze zmarłych z domu i z mojej firmy. Czułam wtedy mnóstwo śmierci, ale nie bałam się. Kiedy to nie działało desperacko rozpoczęłam swoje wołanie do Jezusa, który mnie wyratował z tych strasznych przeżyć, zmienił moje życie i mojej rodziny.

Zniszczyłam wszystkie materiały okultystyczne, a Bóg w jednej chwili mnie uwolnił od okultyzmu. Demon śmierci odszedł ostatecznie na uwolnieniu, które prowadzili wierzący na konferencji w Kutnie.  Jesienią 2016 roku modlili się o mnie - siostra Ela , Ewa i Krzysztof . Poczułam dotknięcie Ducha Świętego. Wierzę, że  Bóg jest ze mną każdego dnia. Nawet wtedy kiedy jeszcze upadam ....

Teraz wyznaje śmiało to, w co wierzę, co jest napisane w Piśmie Świętym:

"Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego. 2 Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć: 3 orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. 4 Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza. 5 Stół dla mnie zastawiasz wobec mych przeciwników; namaszczasz mi głowę olejkiem; mój kielich jest przeobfity. 6 Tak, dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia i zamieszkam w domu Pańskim po najdłuższe czasy." Psalm Dawidowy 23

- Ela