wtorek, 26 kwietnia 2016

Czy coś, czego nie ma istnieje - czyli Romkowe historyjki


Ja nie wiem czy tego bloga odwiedzają ateiści, wierzący czy poszukujący Boga. Nie wiem tego  - a tylko widzę ilość wejść na stronę, bo blogowy licznik potrafi dokładnie to pokazać. Informuje mnie nawet o jakiej porze. 

Nie mogę natomiast zobaczyć ani poczuć emocji moich czytelników, jedno wiem - czytają mnie ludzie, którzy zadają pytania, którzy szukają radości, pocieszenia i odpowiedzi. 

Dzisiaj zamieszczam dialogi, które przysłał mi mój miły znajomy Roman. Zachęcam do przeczytania, zwłaszcza interesującą historyjkę  rozmowy ateisty z ateistą - opatrzoną powyższym obrazem. 




Teza: Bóg nie istnieje
Odpowiedź:

Wizyta w galerii obrazów:
T: Proszę spojrzeć na ten obraz. Matejko.
A: Słucham?
T: Matejko, proszę pana.
A: Gdzie?
T: Obraz, proszę pana.
A: Widzę bitwę pod Grunwaldem. Ładna. Rama też ładna. A gdzie ten Matejko?

Wniosek: Matejko nie istnieje i nigdy nie istniał.

Teza: Bóg nie może istnieć, bo na świecie jest zbyt dużo zła.
Odpowiedź:
Fakt, że mam złe dzieci nie jest dowodem na to, że nie istnieję.

Teza: Gdyby Bóg istniał, nie pozwoliłby na tyle zła na świecie.

Historyjka nr 1:
Ojciec powtarza swemu dziecku setki razy, że wsadzanie ręki do ognia grozi poparzeniem. Dziecko próbuje to sprawdzić na własnej skórze, ale za każdym razem, gdy wyciąga rękę w stronę ognia, ręka ojca go powstrzymuje. Dziecko wpada na pomysł, by uwolnić się spod opieki ojca. Ucieka po kryjomu i przy najbliższej okazji wkłada całą rękę do ognia.
Wniosek: Ojciec jest zły.
Dalszy wniosek: Czy to dziecko w ogóle ma ojca?

Historyjka nr 2:
Pijany człowiek za kierownicą potrąca niewinnego człowieka na pasach i powoduje jego śmierć.
Wniosek: Samochód to zła rzecz.
Dalszy wniosek: Konstruktor tego samochodu jest zły.
Jeszcze dalszy wniosek: Konstruktor tego samochodu w ogóle nie istnieje.
Wniosek końcowy: Człowiek wysnuwający takie wnioski z obu historyjek nazywa się ateistą.  

Wystarczy poczytać Biblię, by się przekonać, że Bóg przeciwstawia się złu i walczy z nim. To człowiek pozwala na zło. Tylko człowiek jest odpowiedzialny za całe zło na ziemi. Człowiek wybiera zło, a potem płacze, że spotyka go zło. Człowiek ucieka od Boga, tak by go nie oglądać, a gdy Go już nie widzi, stwierdza, że Go nie ma.

Żadna rzecz nie jest sama w sobie zła. Czy drzewa są złe? Ale, gdy się przewróci może zabić człowieka. Czy morze jest złe? Ale człowiek może się w nim utopić. Czy wybuch wulkanu jest zły? Ale pod lawa może zginąć człowiek.
Gdzie rodzi się zło? Niestety, w sercu człowieka, który odrzuca dobrego Boga i podchwytuje i realizuje pomysły złego diabła.


Debata teisty z ateistą, jest tak naprawdę debatą dwóch ludzi wielkiej wiary. Ten pierwszy wierzy w to, że Bóg jest, ten drugi wierzy w to, że Boga nie ma. Jedno i drugie podejście zasadza się tylko na wierze, gdyż żadna ze stron nie jest w stanie przekonać drugiej, jeżeli ta nie chce porzucić swoich przekonań. Nie jest też w stanie dostarczyć przekonujących dowodów naukowych. Uważam jednak, że te dwie osoby różnią się zasadniczo wielkością swej wiary. Ateista jest dla mnie człowiekiem stukrotnie większej wiary niż teista. Trzeba bowiem ogromnej wiary, by uwierzyć, że cały otaczający nas logicznie zbudowany i funkcjonujący świat i wszechświat powstał sam z siebie w wyniku przypadku. Moja wiara nie jest tak wielka. O wiele łatwiej uwierzyć mi, że posiada jakiegoś architekta.
Wybaczcie mi, człowiekowi małej wiary, że oprócz niej kieruję się jeszcze zdrowym rozsądkiem…..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.